piątek, 28 września 2012

Drożdżowe ciasto ze śliwkami

Kiedyś otrzymałam od sąsiadki świetny przepis na ciasto drożdżowe, które każdemu, ale to każdemu nawet tym, którym się nie udawało - musi wyjść ! Muszę zaznaczyć, że mi nigdy ciasto takowe (drożdżowe) się nie udawało i zaprzestałam robienia go, a tu nagle EUREKA, udało się ...
Mnie też  nie chciało się wierzyć, że robione w tak prosty sposób ciasto drożdżowe, może wyjść pulchne i wyrosłe. Jednak się odważyłam i zrobiłam - mówię Wam "niebo w gębie". Zresztą jak je zrobicie, to samo stwierdzicie.

Ciasto drożdżowe ...


Siedząc w piekarniku ciacho, myśli sobie :
- Co ja tutaj jeszcze robię?
Gospodyni , rzekła mu:
- Musisz jeszcze siedzieć tu, aby
"szok" nie dorwał cię, bo opadniesz
mi - a ja gniota nie chcę mieć!

Co by tu nie pisać wiele,
muszę więc napisać Wam,
ciacho wyszło mi ... mniam-mniam!
Jeszcze czuję jego smak!

Składniki na ciasto:
- 10 dag drożdży (takich "normalnych" w kostce (np. drożdże babuni),
- 1 szklanka cukru,
- 1 cukier waniliowy,
- 5 jaj ,
-  1 szklanka oleju (najlepiej z oliwek),
- 1 szklanka mleka,
- 4 i 1/2 szklanki mąki (ja dałam tortowej) i szczypta soli.
 

Przygotowanie:
Należy pamiętać, żeby wszystkie składniki wyjąć wcześniej z lodówki.
Bierzemy szeroki garnek lub większą miskę. Wszystkie składniki, według podanej kolejności, równomiernie rozkładamy w niej lub w nim.
Zaczynamy od drożdży, które kruszymy i równomiernie rozsypujemy po całej powierzchni miednicy. Kończymy mąką, którą wsypaną do szklanki
rozsypujemy przez sitko po całej powierzchni, sypiąc szczyptę soli.
Pamiętajcie jeszcze, żeby jajka roztrzepać w miseczce, zanim je rozlejecie równomiernie na cukier.

Gdy już wszystkie podane składniki tak sobie rozprowadziliśmy, przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy na 3 godziny w ciepłe miejsce. Po tym czasie wszystko wyrobić na jednolitą masę mikserem. Blachę (dość spora ma być), wykładamy folią aluminiową, matową stroną w stronę ciasta, a następnie wykładamy do formy ciasto.

W tym czasie możemy przygotować sobie, np.owoce sezonowe, które położymy na wierzch ciasta.W moim przypadku po raz pierwszy robiłam to ciasto z rabarbarem, a potem były śliwki.
Rabarbar umyty, obrany kroimy na kawałki długości 3-4 cm, wkładamy do miseczki i posypujemy cukrem, żeby wypłynął z nich sok. Przykrywamy.
Gdy sok już wypuści, wkładamy na sito i wstrząsamy lekko a później odsączamy. Następnie oprószmy mąką, żeby owoce nam nie opadły na dno.

Mamy już ciasto wyłożone do formy, na wierzch kładziemy wcześniej przygotowane owoce. Cały wierzch możecie posmarować rozbełtanym 1 jajkiem, skórka zyska wtedy piękny, błyszczący, brązowy kolor.
Wkładamy ciasto do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni (musicie wiedzieć na którym poziomie u Was piecze się takie ciasto) i pilnować,
Gdy ciasto się trochę już przyrumieni, zmniejszamy temperaturę.
Ciasto piec około 50-60 minut.

Po upłynięciu ok. 30 minut (nie wcześniej), możecie sprawdzić czy ciasto jest dobre.Włożyłam doń patyczek od szaszłyków (koniecznie w sam środek ciasta), gdy był suchy co znaczy, że ciasto mamy już dobre. Nie wyjęłam go jednak jeszcze z piekarnika, ale pozostawiłam na 10 minut w wyłączonym i otwartym piekarniku, żeby sobie "doszło" i nie przeżyło "szoku termicznego".

Gotowe ciasto możecie posypać kruszonką lub cukrem pudrem po wierzchu.
I jeszcze jedno: pamiętajcie jeśli będziecie robić  ciasto np.ze śliwkami,  kładźcie je zawsze skórką do ciasta a miąższem do góry (tak jak na fotce pokazane). Wtedy sok nie będzie tak wypływał na ciasto, a ciasto się uda.

Życzę udanego wypieku ...

Post w ramach przenosin z Onetu. 

czwartek, 27 września 2012

Powidła śliwkowe po nowemu i staremu

Przygotowanie prawdziwych powideł jest czasochłonne, bo pierwsze ich smażenie powinno trwać nawet osiem godzin, podczas których trzeba je ciągle mieszać, żeby nie przywarły do garnka. Magda Gessler powiada też, że podczas przygotowywania tych powideł, nie należy zapomnieć o miedzianym naczyniu, którego magia sprawia, że powidła się nie psują.Wiadomo, że nie każdy z nas takie miedziane naczynie posiada, za to możemy zrobić te powidła w garnku o grubym dnie. Właśnie ostatnio zakupiłam taki garnek, o potrójnym dnie ... w sam raz na powidła itp.


Stary sposób na powidła

 
Nasze babcie smażyły powidła wyłącznie z dojrzałych, słodkich węgierek. Najlepiej z takich, którym skórka marszczyła się przy ogonku. A w ogóle ze śliwkami to jest tak, dobrze jak dla niej jest trochę zimno, a potem znowu bardzo ciepło. I śliwki czym dłużej pozostają na drzewie, zyskują niespotykaną słodycz. Ta słodycz jest właśnie potrzebna do zrobienia prawdziwych śliwkowych powideł, które smaży się bez cukru.


Trwało to 3-4 dni. Smażyły je na maleńkim ogniu, bez dodatku cukru.
Czasem wypiekały je również w piecu. Spokojnie można wykorzystać ten pomysł, gwarantuje on, że powidła przetrwają w spiżarni do następnego sezonu.

Umyte, wypestkowane owoce włożyć do żeliwnego garnka i wstawić bez przykrycia do pieca nagrzanego do 140 stopni. Wypiekać je przy uchylonych drzwiczkach 2-3 godziny, od czasu do czasu mieszając.


Pozostawić powidła w piecu do całkowitego ostygnięcia. Czynność powtarzać jeszcze przez kolejne dwa dni.




Powidła z węgierek (nowszy sposób)
(na 3 słoiki po 350 ml)

Składniki:
...
  2 kg śliwek węgierek, 4-5 łyżek cukru, 3 łyżki soku z cytryny, po łyżeczce cynamonu i imbiru.

Przygotowanie:
1.
  Śliwki umyć, osuszyć, przepołowić, z owoców wyjąć pestki.


2.
 Owoce włożyć do szerokiego rondla z grubymi ściankami, podlać odrobiną wody. Rozgotowywać owoce na małym ogniu, często mieszając drewnianą łyżką, aby nie przywierały do dna. Garnek przykrywamy.
Gdy śliwki pokryją się sokiem, zdjąć pokrywkę, odparowywać ok.2 godzin, aż zgęstnieją. Pod koniec dodać sok z cytryny, imbir i cynamon.
Spróbować i w zależności od upodobań dosypać cukier. Ponownie podgrzać, aby cukier całkowicie się rozpuścił.


Powidła są gotowe, gdy spadają płatami z łyżki.
Masę przełożyć do wyparzonych słoików, zamknąć.
Słoiki pasteryzować przez 25 minut w temp. 150 stopni.

Przygotowanie: 1 godzina
Gotowanie: 2 godziny


Jak dla mnie, to ten babciny sposób na powidła, jest o wiele lepszy ...

PS.
Zaraz jadę na grzyby, jestem ciekawa czy znajdę chociaż jakiego muchomora :) 

niedziela, 23 września 2012

Śliwki w marynacie

Babcia zrobiła owe śliwki w marynacie i tak jak obiecała, teraz Wam napisała - co i jak z tymi śliwkami jest grane ...?
Miałam szczęście, bo śliwki spadły mi "z nieba" - niespodziewanie, a więc musiałam je zrobić. Zaczęłam szukać w necie, przepisu na nie, ale łatwego i mało pracochłonnego (leniuszek u babci się odezwał!) ... i znalazłam, a więc wzięłam się do pracy "twórczej", i zrobiłam owe śliwki - a jak ? - a tak !

 


Śliwki w marynacie bez pestek

Składniki:
...
1 kg śliwek węgierek bez pestek, bo bywają śliwki robaczywki (chociaż w tym roku muszę Wam powiedzieć, że na tyle śliwek co już miałam, znalazłam znikomą ilość tych robaczków - no prawie wcale), 0,5 kg cukru.
Zalewa :
- 1 szklanka octu 10 %, 1 szklanka wody, goździki.

Przygotowanie:
Składniki zalewy zagotować i gorącą zalać wypestkowane śliwki, pozostawiając je w tej zalewie przez pół dnia. Następnie odlać zalewę, a śliwki układać w słoikach warstwami, przesypując każdą warstwę cukrem, zamknąć, (nie trzeba pasteryzować).
Odlany ocet zlać do butelki, później możemy go wykorzystywać w kuchni zamiast zwykłego octu, np. do sałatek, zakwaszania barszczu czerwonego, śledziki zrobione z  tymi śliwkami są równie pyszne ...




I GOTOWE ! - teraz nie będę mogła się doczekać, aż je spróbuję ...
Nie podano ile trzeba czekać na gotowiznę, ale myślę, że najmniej ze 2 tygodnie. Cukru nie żałować, zużyć tyle ile podane w przepisie, jest to warunek, że dobrze się przechowają. Śliwki można też, zalać zalewą wieczorem i pozostawić na noc. Rano zalewę odlać, śliwek tak dokładnie nie osuszać.W trakcie przechowywania cukier się rozpuści i wytworzy się swego rodzaju zalewa - syrop.

Do zrobienia w taki sposób śliwek zainspirowała mnie Alman z Wielkiego Żarcia!
http://www.wielkiezarcie.com/recipe10753.html

Ponieważ miałam trochę tych śliwek zrobiłam jeszcze ciasto drożdżowe ze śliwkami.

A na koniec dnia "śliwkowego" zrobiłam jeszcze pyszny kompot, a ponieważ nie chciałam żeby śliwki zrobiły się takie "niemile-miękkie", zrobiłam je tak:
... Śliwki umyłam, wypestkowałam, następnie posypałam trochę cukrem, jeśli ktoś lubi może też dodać trochę cukru waniliowego. Tak po około 2-3 godzin, śliwki puściły soczek, zalałam gorącą przegotowaną wodą, spróbowałam czy nie za mało słodkie, jeżeli za mało dosyp cukru do smaku, a jeśli za dużo słodkie, dolej wody. Przykryłam pokrywką i pozostawiłam tak, aż kompocik sam się zrobił ;)


Moi drodzy, ponieważ ta notka pochodzi z 5 września 2009 r, a teraz ją przeniosłam z mojego innego blogu (bo tak trzeba było). Mogę Was zapewnić, że śliwki zrobione w tamtym roku, przetrwały do następnego roku i naprawdę są bardzo smaczne.


Post w ramach przenosin z Onetu

Zupa cebulowa a la Stanislaus


 
Poczytajcie sobie teraz, jak to zwykła zupa, a do tego jeszcze cebulowa - trafiła na pańskie stoły ...


Król polski Stanisław Leszczyński, podczas jednej ze swych podróży z Luneville do Wersalu, gdzie odwiedzał królową Francji, swoją córkę Marię, zatrzymał się w przydrożnej oberży w Chalons. Tam podano mu tak wykwintną zupę, iż oświadczył, że nie opuści oberży, dopóki nie dowie się od kucharza jakże on tę zupę przyrządza. Kucharz nie miał innego wyjścia, jak zaprosić króla na swoje pokoje, tzn. do kuchni, i okazać mu to swoje "dzieło kulinarne". Jego Królewska mość w szlafroku przez cały czas asystował kucharzowi, przyglądając się pilnie ... tokowi jego pracy.
Wziąwszy się kucharz do pracy, chleb okroił ze skórki, pociąwszy go na kawałki czyli kostki, na patelni wstawił na ogień. Gdy grzanki chlebowe się zagrzały, posmarował je świeżym masełkiem i znów obsmażył w ogniu. Następnie z ognia zestawił, a na świeżym maśle przysmażył cebulę. Gdy ta się ozłociła, dodał do niej grzaneczki i zasmażył na brązowo. Dopiero teraz zalał to wszystko wrzątkiem i zostawił na co najmniej kwadrans przed wydaniem.
Niesłusznie się mniema, że bulion lepszy od wody. Bulion - według znawców - odbiera tej wykwintnej zupie subtelność smaku.
Proponuje teraz pójść na spacer po Lotaryngii, śladami króla na wygnaniu ... tu:
Polskie serce Lotaryngii 

Pomocne źródła:
Wikipedia
"Czy wiesz co jesz ?" - Irena Gumowska, W-wa 1985

Post w ramach przenosin z Onetu

środa, 19 września 2012

Mus jabłkowy

Pamiętam jak nie tak dawno jabłka były w cenie, bo kilo jabłek kosztowało niemalże 5zł. A dzisiaj kilo jabłek można było kupić za jedyne ... 1,20. Myślę, że dlatego tak się stało, że w tym roku był urodzaj na jabłka i drzewa są wprost nimi oblepione. Moja jabłonka w tym roku też mi pięknie obrodziła, w związku z tym trzeba coś było z nimi zrobić.

Oprócz kompotów, zrobiłam z nich mus jabłkowy, który później z powodzeniem będę mogła wykorzystać do upieczenia szarlotki czy naleśników z jabłkami, albo możemy zrobić także pyszną zapiekankę ryżowo-jabłkową ...


Mus jabłkowy
   Produkty: jabłka, woda, sok z cytryny, cukier.

   Wykonanie: nie-powiem, bo nie wiem ile tych jabłek było robiłam wszystko na oko) ale opiszę, jak to się odbyło. Jabłka obrałam, podzieliłam na ćwiartki, gniazda nasienne wycięłam z nich. Podczas obierania jabłek, polewałam je troszku sokiem z cytryny, by niepociemniały. Gotowe (obrane) jabłka wrzuciłam do gara, do którego najpierw nalałam troszku więcej jak pół szklanki przegotowanej wody. Zagotowałam, a potem zmniejszyłam gaz i wszystko się dusiło, aż  z jabłek prawie zrobiła się paćka taka, a woda która była dodana do jabłek ... wyparowała. Jednakże jeśli będziecie widzieć, że podczas gotowania wody brakuje, a jabłka jeszcze nie są gotowe, trzeba nam dolać wody troszku i na odwrót - jeśli za dużo - odlać. Trzeba nam też od czasu do czasu te jabłka w garnku zamieszać, aby nie przywarły do garnka. Słodzę cukrem (nie powiem ile) na tyle na ile uważam. Trzeba najpierw spróbować już uduszoną papkę, a potem dodać cukru. Ja prawie do swoich jabłek cukru niewiele dodałam, bo dla mnie były za słodkie. Jeszcze chwilkę podgotować to wszystko i przekładać do słoików.

   Zanim jednak włożycie gotowy mus do słoików, trzeba jeszcze go w garnku potraktować "bandytą" (moja mama tak nań mówi), a jest to zwykły tłuczek do ziemniaków, lub przetrzeć przez sitko.

   Wracając do tego jak już mamy mus przełożony do słoiczków, trzeba nam jeszcze go w słoikach po nakłuwać widelcem, aby pozbyć się pęcherzyków powietrza, które nam powstały. Potem wystarczy tylko słoiki dokładnie zakręcić i pasteryzować. Gotujemy je od chwili zagotowania 20 minut.

   Muszę powiedzieć jeszcze, że później taki mus możecie (po otwarciu słoika) sobie dorobić (zależnie do czego go użyjecie) np. rodzynki itp. Dobrze jest też do tego musu dodać cynamonu, to on nadaje jabłkom tego smaczku.
   

Obiady czwartkowe króla Stasia


Na dworze króla Stasia  - Wasylewski Stanisław      Książka, którą tutaj widzicie nie jest nowością, ale jeśli lubicie książki historyczne, to z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić. Autorem książki jest Stanisław Wasylewski (1885-1953) - jeden z największych, choć dziś  zapomnianym nieco, polskich pisarzy sławiących historię Polski. Oprócz ukazania dworu króla Stasia i osób lubiących lub mniej lubiących go, pisze także o słynnych obiadach czwartkowych.

Słynne obiady czwartkowe Stanisława Augusta znane były bardziej  jako biesiady literackie, karmiące bardziej ducha niż ciało.

Obiady czwartkowe organizowane były regularnie co tydzień i trwały od 3-4 godzin. Stół czwartkowy był okrągły, na 10-12 osób (wyłącznie mężczyzn), a oprawą kulinarną stołu i tychże spotkań zajmował się pierwszy kuchmistrz w Europie Paul Tremo (1733-1810). I właśnie, między innymi to on także był twórcą słynnych obiadów czwartkowych. Jemu to bowiem zgromadzi przy stole literaci, naukowcy i politycy zawdzięczają kulinarne uniesienia, które wprawiały biesiadników w błogi nastrój tak sprzyjający wyrafinowanym dysputom. Nie mogło zabraknąć na stole, np. duszonej baraniny tak ulubionej przez króla Stasia, która była ważnym składnikiem tych obiadów.

Wśród stałych uczestników byli m in. A.Naruszewicz, St.Konarski, A.Czartoryski.

Rozmawiano o sztuce, literaturze, filozofii. Zwykle przy pierwszych potrawach, gdy większość słuchała rozmów króla, usposobienie obecnych było dosyć milczące. Stąd złośliwy, ale dowcipny Kajetan Węgierski, napisał:

"A uczone obiady? znasz to może imię?
Gdzie połowa nie gada a połowa drzymie,
w których król wszystkie musi zastąpić ekspensa,
Dowcipu,wiadomości, i wina, i mięsa".


Duszą dyskusji był biskup Ignacy Krasicki, któremu duchowna szata nie przeszkadzała w snuciu nawet bardzo pikantnych historyjek. Królewskie biesiady były wręcz spartańskie, jak na owe czasy. Podawano barszcz lub rosół, ostrygi, pieczeń baranią i jarząbki, a na deser - konfitury z róży. Do picia serwowano wodę i niewielkie ilości wina.

Na koniec wnoszono trzy śliwki, co było sygnałem zakończenia obiadu. Bywało i tak, że znudzony król kazał podawać owe śliwki już po kwadransie i wychodził z sali ku rozczarowaniu uczestników. Toteż goście starali się, by rozmowa była żywa i interesująca.


Pomocne źródła:
Wikipedia, Silva Rerum.

Post w ramach przenosin z Onetu

poniedziałek, 17 września 2012

Najlepsze jabłka do ciast

A teraz nastanie czas jabłek ... w różnych postaciach, czy chcecie tego, czy nie -:)))
Od wyboru odpowiedniej odmiany zależy smak szarlotki. 

ANTONÓWKA
Niezbyt atrakcyjne, kuliste owoce. Mają kwaskowaty miąższ, który nie rozpadnie się nawet po godzinie spędzonej w gorącym piekarniku.
! Lubi
większą ilość cukru niż inne odmiany jabłek.

SZARA RENETA
Pod matową szorstką, żółtooliwkową skórką kryje się wyjątkowo aromatyczny, kwaskowaty i kruchy miąższ.
! Mało apetyczną
, twardą skórkę powinno się obierać.

BOIKEN
Po antonówce to najlepsza odmiana jabłek do domowych wypieków i przetworów. Ma ścisły, twardy miąższ o winnym smaku.
! Lepiej
je zetrzeć na tarce, niż pokroić na kawałki.

DELICIOUS
Zarówno odmiana żółta jak i czerwona jest bardzo słodka, ale jednocześnie jędrna, ich miąższ nie rozpada się podczas pieczenia..
! Ich słodycz
przełamie dodanie  2 - 3 łyżki soku z cytryny.

 MCINTOSH

Średniej wielkości owoce mają charakterystyczny, wydłużony kształt. Delikatny, kruchy miąższ przypomina w smaku mandarynki (bardzo lubię te jabłka).
! Z dżemem
pomarańczowym są jeszcze smaczniejsze.


 
Jabłka na trzy sposoby ...
Szarlotkę można upiec z jabłek surowych, smażonych lub suszonych.
Surowe, tuż po obraniu skrapiamy sokiem z cytryny lub wodą z dodatkiem kwasku cytrynowego. Jeżeli o tym zapomnimy i owoce ściemnieją, wystarczy, że posypiemy je cynamonem. Oprócz smaku zyskają ładny, brązowy kolor. Suszone jabłka, przed wyłożeniem na ciasto, trzeba namoczyć. Najlepiej w soku jabłkowym lub herbacie z rumem. Natomiast jabłka smażone można przygotować kilka dni wcześniej.

Z cynamonem, orzechami, galaretką ...
Najpopularniejszym dodatkiem do jabłek jest cynamon. Podobnie jak szczypta imbiru czy kilka goździków najlepiej wydobywa aromat tych owoców i nadaje im lekko korzenny, przyjemny smak. Bez obaw możemy też dodawać do musu jabłkowego orzechy - pod wpływem kwasu z jabłek bardzo zmiękną, a uzyskany smak na długo pozostanie w pamięci.


Równie doskonały duet z jabłkami tworzą rodzynki (zwłaszcza namoczone w alkoholu). Ściślejszą konsystencję musu otrzymamy, wsypując do niego galaretkę. Do jabłek słodkich doskonała będzie galaretka kwaskowata, np. agrestowa, zaś do cierpkich - łagodna, np. morelowa.

 tort Co zrobić gdy ...

... ciasto się przypaliło?

Przypaloną warstwę zetrzyj na tarce, a ciasto posyp obficie cukrem pudrem lub lej roztopioną czekoladą.

... zrobił się zakalec?
Ciasto pokrusz, dodaj aromat i ponownie zagnieć. Możesz dosypać np. okruszki biszkoptów. Z ciasta uformuj kulki i każdą obtocz w wiórkach kokosowych lub startej czekoladzie, możemy nazwać to co zrobimy i otrzymamy -truflami. 


Post w ramach przenosin z Onetu

Co tu zrobić z tymi jabłkami?

Nie przesadzę chyba,  jeśli powiem, że jabłka u nas (w Polsce) jada się cały okrągły rok "na surowo". I tak jest najzdrowiej. Ale również nie przesadzę, że u nas dużo jabłek się marnuje. Najpierw odpadów (najbogatsze w pektyny), a potem ... to już bywają "klęski urodzaju", nie tyle na skalę kraju, ale u poszczególnych właścicieli jabłoni (chodząc na działkę, widzę jak w jednym ogrodzie w taki sposób jabłka się właśnie marnują, aż żal bierze).

 


Fot: Moja jabłonka, muszę powiedzieć, że ma bardzo smaczne jabłka.


 Gdy jabłoń obrodzi bardzo obficie ( a w tym roku tak się stało, bynajmniej u mnie na działce), a przy tym odmiana owoców nie nadaje się do długiego przechowywania, trzeba coś z tym zrobić, np. przetwory.


Przetwory są najlepsze z jabłek niezbyt dojrzałych, a także z zupełnie niedojrzałych spadów. Z jabłek można przyrządzić znakomite dżemy, wina i galaretki, niezłe kompoty, marmolady, susz i pyszne musy.
Podam teraz kilka przepisów na galaretki z odpadów i na musy, czyli przeciery. Inne przetwory z jabłek robi się tak jak z innych owoców.

Galaretka ze spadów
Rozgotować oczyszczone jabłka, ale nie obierane i razem z gniazdami nasiennymi. Przełożyć tą rozgotowaną masę do woreczka z płótna i nie wyciskając zbierać sok. Na szklankę soku dać  1 i 1/4 - 1 i 1/2 szklanki cukru. Gotować, aż zgęstnieje i kropla płynu spływająca na talerz nie będzie się rozlewać. Gorącą galaretkę wkładać do gorących słoików i zamykać.
Im bardziej będą niedojrzałe jabłka, tym galaretka będzie jaśniejsza - nieomal złota. Im będą dojrzalsze jabłka, tym galaretka będzie ciemniejsza - rubinowa do wiśniowej.
Sok, który nie wyciskany, sam spłynie do galaretki - przejrzystą ją czyni.

Mus jabłeczny czyli przecier
Rozgotowane jak uprzednio jabłka przetrzeć przez sito lub cedzak, odrzucając nie przetarte części. Masę podgrzać do wrzenia i od razu wkładać gorącą do gorących słoików, np. weków lub twistów. Można zamykać zapalonym spirytusem. Można dodać cukru, ale jeśli jabłka były dojrzałe i słodkie - niekoniecznie. Taki mus będzie świetnym dodatkiem do mięsa. Osłodzony może służyć do deserów i szarlotek.

Mus tarty
Z większych jabłek można przygotować mus inaczej. Obrać je, zetrzeć na grubych oczkach tarki, usmażyć w gęstym syropie (25 - 40 dag cukru na kilo owoców), a po lekkim przesmażeniu dodać posiekane skórki pomarańczowe i kto lubi - parę goździków dla zapachu. Jeszcze raz przesmażyć i wkładać gorące do słoików. Przydaje się do szarlotek, deserów, kruchych babeczek, strucli i innych smakołyków.


Post w ramach przenosin z Onetu

niedziela, 16 września 2012

Grzyby w wekach. Kiszenie grzybów

Wiadomo już, że Onet nasze blogi chce przenieść na inną platformę. W związku z tym linki, które wcześniej podawałam na blog babuni-49 będą nieaktualne. W związku z tym nie pozostaje mi nic innego, jak przenosić je w całości na tenże blog. W związku z tym mam prośbę ... proszę nie bulwersować się i potraktować to jako przypomnienie (dla tych co to już przerabiali). A ci co nie czytali to wiadomo, że to będzie nowość. Czy tak, czy siak, chcę aby był i wilk syty i owca cała :))
Zawsze na dole posta będę pisała, że post napisany jest w ramach przenosin. Będę miała troszku więcej pracy w związku z tym, przepraszam wszystkich jeśli nie nadążę z odwiedzinami na innych blogach i komentarzykami. Po prostu chcę jak najszybciej to przenieść (oczywiście nie wszystko). Jakoś sobie to poukładam aby miało ręce i nogi ....

Oto jeden z postów (akurat na czasie),w ramach przenosin z Onetu.

    

Grzyby w wekach
Składniki:
... 1 kg grzybów, 2 cebule średniej wielkości, 4 g kwasku cytrynowego, 3 łyżki cukru, łyżeczka soli i szczypta pieprzu mielonego.

Przygotowanie:
Małe kapelusze można brać całe, ale bez trzonków. Większe grzyby kraje się, ale dopiero po starannym oczyszczeniu i zblanszowaniu, czyli sparzeniu we wrzącej wodzie. Odcedzić, krajać w plastry i dusić w rondelku z dodatkiem kilku łyżek gorącej wody z kwaskiem. Gdy wystąpią szumowiny, trzeba je zebrać. Gdy sok pokryje grzyby, dodajemy do nich pokrojoną cebulę, cukier, sól i pieprz. Gotujemy wszystko około 20 minut, wciąż zdejmując szumowiny.
Gorące grzyby wkładamy do gorących słoi weków, wycieramy brzegi, nakładamy gumki, wieczka i sprężynki i gotujemy słoje jak zwykle, wkładając gorące do ciepłej wody i pasteryzując około godziny w gotującej się wodzie.
Z pieczarek i maślaków przeznaczonych do wekowania po sparzeniu zdejmujemy skórkę. Wszystkie grzyby użyte do wekowania muszą być młode, jędrne, jeszcze nie zaczynające mięknąć.



Kiszenie grzybów
Do kiszenia nadają się pieczarki, koźlarze, borowiki, grzyb pępek, maślaki, kurki, ale przede wszystkim - rydze. Kisi się głównie kapelusze. Po umyciu i starannym oczyszczeniu grzyby się lekko obgotowuje, potem odsącza i zostawia do ostygnięcia. Kapeluszami do góry układa się w kamiennym garnku, faskach itp., przesypując solą i zalewając, ostudzonym roztworem cukru z dodatkiem kwaśnego mleka.
Na 10 kg grzybów daje się 30 dag soli, 10-15 dag cukru i pół szklanki kwaśnego mleka lub serwatki. Wody tyle by pokryła grzyby. Na wierzch kładzie się czysty porcelanowy talerzyk i obciąża go sparzonym kamieniem, albo słojem napełnionym wodą. Po opadnięciu grzybów można dołożyć nową warstwę, dodając trochę soli.
Przepis ten w szczególności dotyczy rydzów, które kiszone są przysmakiem.
Kisząc podobnie kurki, pieczarki, borowiki, koźlarze, gąski trzeba pamiętać, że kurki przed kiszeniem gotuje się 25 minut, inne grzyby 10 minut, zaś do kiszenia wszystkich można dodać o parę listków laurowych. 

Grzyby marynowane


Marynaty grzybowe różnią się między sobą dodatkami, jakich używamy do przyrządzenia zalewy. Najczęściej do marynowania różnych grzybów używa się zalewy w proporcji: na 1 kilo grzybów - szklanka octu, szklanka wody, łyżka soli, łyżka cukru, 5-6 ziaren ziela angielskiego, 10-12 ziarenek pieprzu, 3 listki laurowe. Najpierw przez 10-12 minut, gotuje się wodę z przyprawami, solą i cukrem, potem wlewa ocet i znów doprowadza do wrzenia. Grzyby po zalaniu marynatą należy pasteryzować około 30 minut (słoiki półlitrowe). Oczywiście proporcje octu do wody będą zależeć od Was, ja nie lubię kwaśno, więc na zalewę daję 1 szklankę octu na trzy szklanki wody, ale to też w zależności jakie w smaku chcę grzyby otrzymać. Nieraz rozcieńczam je jeszcze bardziej. Pasteryzacja pozwala na użycie mniejszej ilości octu (ocet w dużym stężeniu nie jest zdrowy). A najlepsze zawsze są robione w słojach, same kapelusze, lub nie duże grzyby.

 
Grzyby marynowane

Składniki:

... 1 kg grzybów (np.opieńki, gąski podgrzybki), stosunek octu do wody 1: 3, po dwie sztuki cebuli i marchewki, 1-2 dag soli, pieprz ziarnisty, ziele angielskie, listki laurowe, cukier, sól.

Przygotowanie:
1.
Cebule pokroić w talarki, a marchew w krążki. Grzyby oczyścić, umyć (nie myjcie ich za długo, bo za bardzo nasiąkną wodą). Jeżeli udało Wam się nazbierać grzybów, które prawie wcale nie są zabrudzone, po oczyszczeniu przełóżcie je po prostu na sito i zanurzcie we wrzątku, a potem włóżcie do rondla. Dodać cebulę i marchew.

2.
Całość zalać wodą, posolić i gotować pod przykryciem 10-15 minut. Osączyć na sicie, przelać zimną wodą i nałożyć do słoików.

3. Ocet zagotować z wodą, kilkoma ziarnami pieprzu i ziela angielskiego oraz 2-3 listkami laurowymi. Zalać tym grzyby, słoiki zamknąć i pasteryzować.


Post w ramach przenosin z Onetu ...

piątek, 14 września 2012

Aronia na zdrowie

Owoc aronii wspomaga odporność 
Dzięki zawartości substancji antyrodnikowych zmniejsza także ryzyko chorób serca. 

   Aronia od dawna była stowowana przez medycynę ludową, medycynę na Syberii, oraz przez Indian amerykańskich. Bardzo dużo i często podawano ją kobietom w ciąży, ponieważ dodawała sił. A ludzie w dojrzałym wieku pijali sok z aronii, traktując go jako eliksir młodości, który rozjaśniał umysł, pomagał na problemy z kośćmi a wręcz uważano, że przedłużał życie. Muszę także nadmienić, że aronia jako jedyna roślina potrafi wybrać ze swego środowiska tylko te substancje, których potrzebuje dla swojego rozwoju a pomija związki niekorzystne dla człowieka. Nie absorbuje zanieczyszczeń przemysłowych ani komunikacyjnych, które są dla niej obce.

   Badania naukowe udowodniły, że owoce te są najlepszymi "wymiataczami" wolnych rodników. Zawierają bowiem substancje o nazwie antocyjany, a także witaminy A, C, E, P  oraz wiele innych cennych pierwiastków. Aronia pobudza do działania układ odpornościowy. Chroni w ten sposób przed wieloma infekcjami, a także nowotworami. Ale to nie wszystko. Dzięki zawartości bioflawonoidów i rutyny poprawia kondycję naczyń krwionośnych. Dlatego naprawdę  warto włączyć do swojej diety aronię, np. w postaci soku czy syropu.

SOK najlepiej przygotować gotując owoce na parze, a potem posłodzić miodem. Nigdy nie zasypujcie aronii cukrem, chcąc zrobić sok, bo to jest ... niedobrze (dla Was i dla niej).

   Owoce aronii są dość cierpkie i gorzkie (na surowo), wynika to z zawartości garbników. Jednak wystarczy, że zje się ją po kilku dniach lub przemrozi w lodówce - straci wtedy ten nieprzyjemny posmak.

   Aronia przywędrowała do nas z Ameryki Północnej, jest to roślina bardzo wytrzymała na różnego rodzaju warunki klimatyczne (wytrzyma nawet w temperaturze -40 st.C). Gleba najlepiej jak jest zakwaszona.

Wzmacniający syrop 
Pół kilograma aronii umyj, osusz, zmiksuj. Dodaj do smaku (według uznania) zagęszczonego soku z jabłek lub czarnych porzeczek. Dolej 1,5 szklanki wody, gotuj 3-5 minut. Gdy przestygnie, przecedź przez gazę lub gęste sito, dosłódź miodem. Dodawaj codziennie po 1-2 łyżeczki syropu do herbaty lub soku.

Nalewka 
Aronię (2 kg) włóż do zamrażalnika na 24-48 godzin. Następnie w 4 litrach wody przez 30 minut gotuj dwie duże garści liści wiśniowych. Ostudź, wrzuć aronię i gotuj pół godziny. Znów ostudź, przetrzyj owoce, dodaj 2 kg cukru, sok z 2 cytryn. Gotuj, aż cukier się rozpuści. Wystudź, dodaj litr spirytusu. Pij wieczorem 25 kropli nalewki.     

wtorek, 11 września 2012

Dynia i prosty sposób na przygotowanie bazy na zupę z niej


W tym wierszu dynia się przechwalała, ale i ja też muszę dynię pochwalić. O jej zaletach pisałam już tu: wartości zdrowotne i odżywcze dyni i tu: rozdęta jak dynia. Ale nie tylko będę dynię chwaliła ale i sama się nią pochwalę, pokazując ją na fotkach ... Zobaczcie jaka mi wyrosła.


Zanim jednak ją pokażę (dynię - oczywiście), najpierw napiszę jak zrobić "podstawę" na zupy. Jest to bardzo proste, wystarczy tylko ją obrać ze skóry, wypatroszyć z pestek, pokroić na kawałki i gotować w wodzie, aż się prawie rozgotuje. Jeśli podczas gotowania woda wyparuje, a dynia jeszcze nie jest miękka, trzeba nam jeszcze dolać troszku wody. Oczywiście nie trzeba zapominać o tym, aby od czasu do czasu gotującą się dynię zamieszać. gdy dynia osiągnie już odpowiednią miękkość, traktuję ją tłuczkiem do ziemniaków. Następnie wkładam do pojemników (np. po margarynie, bo tylko na jedną osobę, czyli dla mnie) i do zamrażalnika siup!


A potem moi drodzy, wystarczy ją tylko wyjąć z zamrażalnika i do gara ją dać. Możemy z niej robić zupki różne w zależności od tego na jaką mamy chęć. Od wybornej po delikatną. W tym miejscu podam kilka sposobów (linki) na zrobienie zup z dyni: zupa z dyni
zupy z dyni i dynia po węgiersku







M
 O
  J
   E


D
 Y
  N
   I
    E



 
M
 O
  J
    E

D
 Y
  N
    I
     E

  
 Dynia ozdobna
                                    Jeszcze troszku napiszę o samej dyni, kiedy najlepiej ją zrywać? Dojrzałość dyni poznamy po głuchym odgłosie (podobnie jak arbuz), który wydaje gdy się w nią puka. Ważny jest też kolor miąższu, im bardziej intensywny tym więcej witamin w nim. Dynia o pomarańczowym miąższu ma dużo beta-karotenu. Lekko przemrożone owoce dyni nie nadają się do przechowywania. Ja swojej dyni daję jeszcze troszku czasu, ale pod koniec września, chyba ją już zerwę.

Życzę miłego dnia ...
             
  

poniedziałek, 10 września 2012

Apteczka przyjemna, ówczesny "super - market"




 Dzisiaj mamy lodówki, gdzie przechowujemy żywność. A w niektórych domach, jeszcze do dzisiaj przetrwały spiżarnie, spiżareczki, gdzie przechowywane są,różniaste specjały.


   Drzewiej zaś dwory polskie i nie tylko, bo i po wsiach ludzie musieli sobie radzić z przechowywaniem tych specjałów w inszy sposób. Zamożniejsze domy posiadały do tego celu przeznaczone osobne izdebki, czy niemalże warownego kształtu budynek, zwany lamusem, a przeznaczony na składowisko broni, ksiąg, dokumentów, uprzęży, starym zwyczajem udzielał też w swych murach miejsca kiełbasom, szynkom wędzonym, wszelakim suchym wędlinom. Natomiast w domach mniej dostatnich musiała wystarczyć szafka jedna, albo dwie, służąca jako apteczka domowa. Rozmaite były wiekowe tradycje przechowywania żywności, przekazywane z dziada - pradziada, a raczej z babki - prababki, gdyż głównie to one, zajmowały się "apteczkowym skarbcem". To one pilnowały, aby apteczka zawsze była pełna i
przyjemna. Stanowisko "panny apteczkowej" było wysokim stanowiskiem w hierarchii domowej, bo i wiedzy wymagające nie byle jakiej, i doświadczenia. Musiała znać się na porach zbierania ziół i ich przechowywaniu, zbierała tłustości (na różne maści, dla zdrowia), robiła drakwie, octy, suszyła kwiaty, liście, owoce, korzenie. A bywała też często domowym lekarzem.

     Klucze do "apteczki" posiadały tylko panie domu, czasem zaufana ochmistrzyni lub "panna apteczkowa", znająca się także na leczeniu ziołami i wyrobie nalewek. Zaś "apteczka dla kucharza zawsze otworem stać musi - pisze Świtkowski w "Budownictwie wiejskim". Znakomite panie, a nawet małżonki panujących książąt, trudniły się wówczas robieniem zapasów do spiżarni i apteczki domowej.
   " Dziczyznę, by należycie skruszała, sub love u drągów przywiązywano. Gdy książę Panie Kochanku do Warszawy zjeżdżał, pół miasta zbiegało się podziwiać taką właśnie myśliwską spiżarnię w dziedzińcu pałacu Radziwiłłowskiego, gdzie porobione były ogromne szaragi z hakami, na których wisiała sprowadzona z Litwy zwierzyna, jako to: łosie, niedźwiedzie, rysie, odyńce, sarny, o ptactwie i drobiazgu polnym nie wspominając". [1]

     Nad owymi zapasami pieczę już li tylko, trzymał kucharz, mieszkający w bocznej oficynie w swoim królestwie pełnym garów, saganów, rusztów, rondli i szaflików. Po środku tegoż królestwa, stał piec - nieodzowny atrybut kucharza, który na nim, przyrządzał swoje najwspanialsze potrawy.
     Kucharz lub szafarka mieli też w swym władaniu i spiżarnię, mieszczącą się najczęściej w obszernej piwnicy ziemnej, opodal domu wykopanej, o której urządzeniu autor ze schyłku XVII stulecia powiadał: " Im głębsza, tym na wina sposobniejsza dla dobrego chłodu, wejście do niej od północy zdrowe, smrodów i zaduchów żeby ni było żadnych przestrzegać; dlatego mają być w niej okienka. Przy tym piw, gorzałek, miodów, octów, mięsa słonego, świeżego, ryb, kapust ani żadnej jarzyny gdzie są wina nie chować. Kloak ziemnych aby blisko nie było. Dla zbytniej [...] wilgoci często piasku grubego, suchego na wszystką piwnicę nawieść i rozciągnąć, i coraz świeżym odmieniać ". [1]

    Piwniczki owe, pełne przeróżnych napitków, opancerzone były ciężkimi skoblami i kłódkami zwarte, a klucze doń uwiązane u pasa, często i gęsto a raczej przede wszystkiem nosił sam pan.
Ale z wszystkich tych miejsc, które tu wymieniłam, najbardziej podręczna i osobliwa była apteczka. A czegoż tam nie było ?!
  " Rzeczy sypkie i suche stały zwykle na policach i półkach w drewnianych kadłubkach; woreczki i koszyczki dla zabezpieczenia od myszy, wieszano u belek, suszone grzyby wisiały wiankami na kołkach, w szufladach i pudełkach: wanilija, szafran, liść bobkowy, muszkatołowa gałka, cykata, imbier ( o którym już Kadłubek w XIII wieku wspomina), serki, gomółki, makowniki (z maku i miodu), kadzidła i ryby suszone, orzechy leśne, larendogra, rozmaryn i majeran do szynek, dziewanna, czarnuszka ogrodowa do obsypywania ciast, cynamon (trafnie nazywany przez ślązaków skórzycą, cybeby duże rodzenki do sosów.
Nie zapominano również o wodzie marcowej ze śniegu stopionego, która miała cerę płci pięknej przedziwnie konserwować i o wodzie różanej, którą skrapiano podłogi dla aromatu w pokojach. (...) Z ogórków przyrządzano także wodę do mycia twarzy ". [2]

    Krasicki zaś w " Panu Podstolim" powiada: " przed obiadem poszliśmy do apteczki, tam w niezliczonych rodzajach wódek, konfitur, przysmaczków, wybrał niektóre i napił się wódki ", a dalej powiada: " Domowa apteczka żony mojej nie tylko od wódek i przysmaczków, ale i od lekarstw".

    I wyobraźnia ma zadziałała, czuję się jakobym tam była, " miód i wino piła" upajając się różnymi zapachami i popijając piołunówkę na apetyt, wytrawną morelówkę wziąwszy na indyka rozlawszy dla smaku poprawy, do pieczeni jeszcze wiśniówki mi trzeba, do pasztetów zaś tarniówki użyję, a potem gdy się najem i opijem, orzechówki zażyć mi trza, wszak ona przejedzenie ze mnie wygna ... ech !
    I tylko ksiądz Jędrzej Kitowicz, filuternie oko przymrużywszy, o nierzadkim nadużywaniu kuracji likworowych prawi. O pannach apteczkowych mianowicie, które już od rana po śniadaniu zaraz, co rusz do swego skarbca zaglądały. Gdzie "wódeczką mdłą poleweczkę zakrapiając, często się gorzałką rozpijały i na rozmaite jędze, dziwaczki, chimeryczki, nareszcie i na pijaczki ogniste wychodziły ". [1]

   Ba! Ale pokażcie mi choćby jeden zawód, który ciemnych stron swoich nie posiada.

Źródła:
[1] ... " Farfałki staropolskie" A. Hamerliński - Szierożyński, W-wa 1982 
[2] ... Encyklopedia staropolska - Z. Gloger

Post w ramach przenosin z Onetu.

sobota, 8 września 2012

Naleśniki z jabłkami


W tym roku jabłonka sowicie mi obrodziła, a więc mam i dużo pracy z utrwaleniem jej owoców na zimę. Owoce jej, czyli jabłka są nietrwałe (nie poleżą długo), a więc muszę je jakoś w inny sposób przetrzymać. Oprócz kompotów, musów jabłkowych, zrobiłam także pyszne naleśniki z nimi, o których chcę dzisiaj napisać. Całe szczęście, że trochę tych jabłek porozdawałam, bo chyba bym się zarobiła na śmierć  ... :))



Naleśniki z jabłkami 
Składniki:
   Ciasto -  mąka pszenna, ja zrobiłam z tortowej (nie piszę ile, bo ja zawsze robię na oko) tyle ile zabierze ciasto, a ma być ono gęstości śmietany, po pół litra mleka i wody, 2 jajka, odrobina soli, olej lub skórka ze słoniny do smarowania patelni.

   Nadzienie - 3-4 sporych jabłek, opakowanie cukru waniliowego, cukier do smaku, czubata łyżka masła lub margaryny, około 1 łyżeczka cynamonu (jabłka bardzo lubią się z cynamonem), odrobinę soku z cytryny.

  
Przygotowanie:
Ciasto: Wbijamy do miski dwa całe jaka, szczyptę soli, dodajemy trochę mąki (na tyle, aż ciasto zrobi się gęste, wtedy nie powstają tak łatwo grudki. Tylko ten jeden raz tyle mąki), dolewamy mleka (nie wszystko) i mieszamy trzepaczką. Później dodajemy troszku mąki mieszamy i znowu mleka lub wodę. I tak robimy do wykorzystania płynnych składników (wody i mleka), a mąki sypiemy na tyle, aż otrzymamy ciasto gęstości śmietany. Odstawiamy je na 30 minut, by ciasto sobie "odpoczęło".

Nadzienie: Teraz możemy zająć się farszem. Jabłka obieramy, trzemy na tarce o dużych otworach do rondelka, w którym będą się dusiły. Po starciu jabłek do rondelka dodajemy margarynę, sok z cytryny i dusimy, aż prawie z jabłek zrobi się "paćka". Dopiero na koniec dodajemy cukier waniliowy i cukier, oraz cynamon. Wszystko mieszamy i próbujemy. Jeśli wyda wam się, że za mało cukru daliście, to dodajcie jeszcze.

Ma być do smaku.

Podczas gdy jabłka nam się duszą, możemy zająć się smażeniem naleśników. Proponuję do smarowania patelni zrobić sobie taki pędzelek (fotka). W tym celu bierzemy widelec, owijamy go ręcznikiem papierowym i dla przytrzymania owijamy gumką-recepturką.

Najlepsza do smażenia jest patelnia, która jest specjalnie do nich przeznaczona. Patelnia musi być dobrze rozgrzana (to jeden z warunków udanych naleśników). Smarujemy patelnię cienko tłuszczem i wlewamy chochlą na nią ciasto. Już dalej każdy wie jak postępować. Gotowe naleśniki smarujemy nadzieniem, zwijamy w tzw. chusteczkę i zajadamy się nimi.

Życzę smacznego ... 

Linki do tego posta:

 

Obserwatorzy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...