Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legenda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2018

par-riz-reis-oriza, czyli ryż


     „Było to dawno, dawno temu, kiedy jawajski bóg Sziwa, zakochał się w pięknej dziewczynie. A że w owych  czasach dziewczę im piękniejsze, tym wyżej się ceniło, więc obiekt pożądań bóstwa postawił mu trzy warunki.
    Już na pierwszym bóg się potknął. Ślicznotka – widać uspołeczniona – zażądała, by znalazł takie pożywienie, którego by nigdy ni zabrakło.      ryż-

piątek, 30 listopada 2012

Choinka sztuczna, czy ... prawdziwa, oto jest pytanie?

 Ta choinka rośnie na moim ogródku. Jest śliczna!

   Wiem, że do świąt jeszcze troszku czasu mamy, ale ja nie będę czekała na ostatnią chwilę, tylko dzisiaj o niej napiszę.

Bez choinki nie ma świąt !
Przy niej łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia, śpiewamy kolędy i oczywiście ... kładziemy gwiazdkowe prezenty, na które czekają wszyscy.
   Tradycja strojenia drzewek i wnoszenia ich do domu narodziła się w Alzacji. Choinkę strojono w papierowe ozdoby i jabłka - na pamiątkę drzewa rajskiego. Do rozpowszechnienia tego obyczaju przyczynił się wielbiciel choinki, Marcin Luter.

    Powstała nawet opowieść o Marcinie Lutrze, który uważany był za pomysłodawcę zapalenia na choince świeczek. 

   W wigilijny wieczór Luter rozmyślając nad bożonarodzeniowym kazaniem i szukając natchnienia, udał się do lasu na przechadzkę. Tam zachwycił się widokiem zielonych sosen z soplami lodu, w których migotało światło gwiazd.

   Po powrocie do domu ozdobił swoją choinkę woskowymi świeczkami, które zapalone na choince wyglądały niczym te gwiazdy odbite w soplach lodu.

   Druga legenda mówi, że kiedy chrześcijaństwo dopiero docierało do północnej Europy, sam Chrystus posłał z nieba na ziemię reprezentantów trzech cnót: wiary, nadziei i miłości. Ich zadaniem było znaleźć drzewo, które mogłoby godnie symbolizować Boże Narodzenie.

   Szukali długo, bo drzewo musiało być wysokie jak nadzieja, silne jak wiara, słodkie jak miłość i mieć znak krzyża na każdym konarze. W końcu na dalekiej północy zamieszkałej przez Wikingów znaleźli świerk, który spełniał wszystkie te warunki. Niebiescy wysłannicy oświetlili więc drzewo blaskiem gwiazd i tak powstała pierwsza bożonarodzeniowa choinka.   
Jakie drzewko wybrać, by uczynić święta przyjemnymi i niezapomnianymi ?
                     Jeśli prawdziwe - to które ?                        

Jak kupować żywą choinkę? 
    Aromat igliwia i żywicy oraz niepowtarzalny wygląd - tego nie zastąpi nawet najdroższa sztuczna choinka. Niestety, świerki szybko gubią igły w ciepłym domu. 

   Pojawia się więc problem sprzątania, a później usunięcia drzewka po świętach. Stawianie i strojenie choinki jest bardzo przyjemną czynnością ale sprzątanie już do miłych nie należy :) 

   Fakty są jednak takie, że droższe drzewka typu jodła czy świerk kaukaski nie gubią tylu igieł. Po prostu wysychają, lekko blednieją i stoją dalej. To samo dotyczy sosny, która - choć mniej popularna - wspaniale nadaje się do dekoracji z okazji świąt.

   Nieprawdą jest, że świąteczny obyczaj wycinania choinek rujnuje lasy. Drzewka świąteczne pochodzą ze specjalnych hodowli lub są wycinane przez leśników z miejsc, w których i tak byłoby to konieczne.

Jak rozpoznać choinkę świeżą i zdrową ?
   Niedawno ścięte drzewko zawsze mocno pachnie i ma elastyczne gałązki. Ma także jasnozielone, gęste i miękkie igły. 

  Pień drzewka jest wilgotny, a miejsce po cięciu jasne. Gdy igiełki są na końcach brązowe, bardzo ostre w dotyku, a miejsce po cięciu szarawe, to sygnał, że choinka jest przesuszona i może nie dotrwać do Nowego Roku.

   Przy zakupie choinek w doniczkach należy zwrócić, czy są ukorzenione. Bywa, że handlowcy przycinają korzenie, by drzewko można było osadzić w donicy. W takim wypadku można równie dobrze kupić choinkę ciętą. 


Choinka cieszy nas dłużej      
   Kupione wcześniej drzewko musi być w dobrej kondycji - igły nie powinny żółknąć, a pień powinien być wilgotny. Ustaw je w chłodnym miejscu osłoniętym od wiatru (podmuchy powietrza wysuszają gałązki) i jeśli nie była wcześniej na mrozie wstaw do wody.

   Gdy choinka jest już w domu najważniejsze jest dla niej stanowisko. Najlepiej, by było ustronne - potrącane drzewko bardzo szybko straci igliwie. Nie służy mu też ciepło, dlatego ustaw iglak z dala od grzejników. Dobrze jeśli temperatura w pomieszczeniu nie przekracza 20 stopni. Im będzie cieplej, tym częściej trzeba będzie nawadniać roślinę - w wyższych temperaturach wilgoć szybciej paruje, a choinka obsycha.

   Codziennie sprawdzaj poziom wody w stojaku lub pojemniku, który do niego wsunęłaś. Pieniek powinien być lekko zanurzony w wodzie. Kupiłaś drzewko? Ziemia w donicy musi być lekko wilgotna. Jeśli choinkę chcemy ozdobić pięknymi światełkami - lampkami, to najlepsze są tzw. LED-y, które się mniej nagrzewają.

   Kupując stojak pod choinkę należy zwrócić uwagę na to, aby był solidny. Trzeba dopasować jego wielkość do średnicy pnia i wagi drzewka (oznaczenia są na opakowaniu). Dobrze by był ciężki i miał pojemnik na wodę. Przy pierwszym podlewaniu dobrze jest dodać do wody glicerynę (50 ml na litr wody). Zraszajcie codziennie drzewko, ale tylko wtedy gdy jest bez lampek.

Choinka w ogrodzie 
   Choinka, którą zamierzamy przesadzić do ogródka, powinna być hodowana w doniczce. Przed zakupem, o ile to możliwe, warto wyjąć drzewko z doniczki. Jeśli zobaczymy, że ziemia jest zwarta i otoczona siatką drobnych korzeni, oznacza to, że wszystko jest w porządku. Dobrym znakiem są też wychodzące korzenie przez otwory w jej dnie. Korzenie drzewka powinny być w niej widoczne.

   Gdy rozsypuje się, odpada od korzeni to znak, że choinka została przesadzona do doniczki dopiero przed sprzedażą. A taka na pewno się nie przyjmie.
   Opowiem teraz o mojej choince, która jest wyjątkiem odstępującym od tych reguł. 

   Pewnego razu, będzie chyba 8 lat temu, dostaliśmy od szwagra piękną, małą choinkę, która stała u niego na balkonie. Mąż załadował ją do samochodu (było to latem), przywiózł do domu i ... zapomniał całkiem o niej, a słońce wtedy grzało, oj grzało. 

   Przypomniał sobie o niej dopiero po południu następnego dnia. Gdy ją zobaczyliśmy to chcieliśmy ją wyrzucić, tak źle wyglądała, całkiem się zasuszyła (tak nam się wydawało). Jednak po naradzie jaką z mężem odbyliśmy zdecydowaliśmy, że jednak ją posadzimy w ogródku. 

   Przez pierwszy cały rok straszyła swoim wyglądem, ale nic to, dalej trwaliśmy przy tym, że na ogródku ma się ostać. Przycięliśmy tylko jej czubek i na następny rok zaczęła wracać do formy, a po dwóch latach miała już dwa czubki. Teraz jest ozdobą mojego ogrodu a jej gałązki są niezielone ale tak jakby lekko oszronione, a najpiękniej wygląda gdy ukażą się na niej takie małe, drobne szyszki brązowe.  


            A sztuczna choinka?
   Wiadomo sztuczna - trwała i praktyczna.
Producenci sztucznych choinek prześcigają się w pomysłach na ich kształt, kolor czy gęstość igliwia.       Pamiętam moją pierwszą choinkę, która była okropnym drapakiem, a teraz, kiedy 4 lata temu zakupiłam drugą jestem z niej bardzo zadowolona. Co prawda nie ma tego zapachu jak żywa, ale wystarczy kupić olejek, np świerkowy i zrobić stroik z żywych gałązek świerka i już prawie mamy tak, jakby w domu stała choinka żywa.

   Do ich niepowtarzalnych zalet należy ekonomiczność. Sztuczne drzewko, choć droższe od naturalnego, służy wiele lat. Poza tym odchodzi problem przytaszczenia choinki do domu, mocowania jej w stojaku i - co najważniejsze - sprzątania sypiących się igieł.

   Trzeba mi jednak powiedzieć o jednym, że kupując sztuczną choinkę, wcale nie ratujemy lasów jakby można pomyśleć. Po świętach na targowiskach walają się resztki naturalnych drzewek, których nikt nie chciał. Faktem jest, że do produkcji sztucznych choinek używa się mnóstwa różniastych chemikaliów, które jak wiadomo zanieczyszczają nasze środowisko. Strach pomyśleć, ile lat po wyrzuceniu sztucznej choinki, rozkłada się takie drzewko.    

Czy tak, czy siak wybór i tak należy do Was. 
Musimy jednak pamiętać o tym, że choinka to nie wszystko. Najważniejszy jest spokój oraz dobra rodzinna atmosfera - czego Wam życzę. 
************************************************
To wszystko o czym tu piszę to jest dopiero przedsmak świątecznych przygotowań :)   

poniedziałek, 8 października 2012

Hibiskus - kwiat jednego dnia

Witajcie moi drodzy w ten piękny jesienny dzień, u mnie jest ślicznie, słonecznie i gdzieniegdzie liście zaczynają przybierać wszystkie barwy - jest pięknie!
Myślałam,że ten post będzie krótki i zwięzły, ale nie dało się, gdy zaczęłam serfować po necie znalazłam tyle informacji o tym kwiecie, że musiałam się nimi z Wami podzielić.

 Hibiskus "Rosa" (powiększ)

Zacznę najpierw od przedstawienia mojego hibiskusa (będzie przewijał się na wszystkich fotkach w tym poście zamieszczonych), oto on ... jest piękny! Jedno tylko zastrzeżenie do niego mam, to to, że kwitnie jeden dzień, no może dwa. Ale nic to, gdyż zaraz pojawiają się następne kwiatki. Liście jego też są piękne o ciemnozielonym kolorze, które pięknie błyszczą się. Mój hibiskus jest w kolorze różu, a w środku kwiatu wyrasta sobie taki piękny, jakby owłosiony pręcik. Pierwszy raz (był wtedy w ogródku) wypuścił właśnie takiego kwiatka jakiego widzicie na fotce, ale już następnym razem to było tak, jakby się podwoił (nawet potroił), bo miał o wiele więcej płatków kwiatowych, a do tego wyrosły mu, aż dwa pręciki.


 Teraz napiszę pewną legendę o hibiskusie, którą znalazłam w necie.

  "Dawno, dawno temu, żyła sobie pewna piękna niewiasta, obdarzona przez opatrzność niezwykłym talentem do śpiewu i pióra. Mieszkańcy jej rodzinnej wioski z uwielbieniem wsłuchiwali się jej pieśni. Był tylko jeden szczegół, który do szczęśliwego życia dziewczyny dolewał kroplę goryczy. Miała ona męża. Dobrego i kochającego, ale dotkniętego straszliwą chorobą – ślepotą. Wielu mężczyzn chciało uwieść śpiewaczkę, ale ona, kochając swego męża odprawiała każdego z zalotników.
Pewnego dnia jednak do wsi przybył potężny i bogaty szlachcic, na czarnym rumaku wiodący przegląd swych posiadłości. Ujrzał on zrazu dziewczynę o nieprzeciętnej wprost urodzie i natychmiast zakochał się bez pamięci. Wyznał jej swą miłość i spytał czy nie chciałaby z nim dzielić życia, lecz ona po raz kolejny odmówiła. Bogacz ponawiał jednak swe prośby, lecz rozzłoszczony upartością dziewczyny wysłał do wsi swe sługi by ją porwali. Tak też się stało, lecz sprowadzona na pałace dziewczyna nadal broniła swej wierności i czystości. Rozwścieczony szlachcic skazał ją ostatecznie na karę śmierci…
Przepełnieni żalem mieszkańcy wioski pogrzebali jej ciało obok domu, w którym niegdyś mieszkała wraz ze swym mężem. Ten zaś, gdy dowiedział się o nieszczęściu upadł przed grobem ukochanej i roniąc łzy nigdy go już nie opuścił. Upłynął miesiąc. Grób, rozpaczającego męża oraz dom obrosła gęsto piękna, czerwona niczym miłość nieszczęśliwego małżeństwa roślina o słodkawym aromacie. Rośliną tą był właśnie hibiskus."
Źródło: http://www.przyfilizance.pl/rodzaje-i-gatunki/1808.html


Teraz opowiem o pielęgnacji i wymaganiach hibiskusa a także o jego walorach. Ponieważ mój blog najwięcej dotyczy kuchcenia, zacznę więc od kuchni. 
Hibiskus w kuchni wykorzystywany był od lat. Przyrządzano z niego syropy, soki, dżemy, galaretki, aromatyzowano nim desery oraz sosy. Ich liście zaś dodawano do sałatek lub potraw mięsnych. A najbardziej znana jest herbatka karkade, która może być podawana na zimno lub jako rozgrzewający napój. 

Hibiskus po zwiędnięciu kwiatu tworzy zgrubiony kielich kwiatowy.
Herbatkę przyrządzamy z kielichów suszonych lub świeżych. Zalewamy je wrzątkiem i zaparzamy kilka minut. W zależności od tego jak ma być podana. Jeśli na gorąco to warto dodać do niej odrobinę miodu, 1-2 goździki, plasterek świeżego imbiru i kropelkę rumu. Taka herbatka jest dobra na zimowe, chłodne wieczory. Na zimno jako napój orzeźwiający - dodać cukier trzcinowy i szczyptę wanilii, ewentualnie lód. Napojem tym zwanym karkade zachwycali się już egipscy faraoni. Najbardziej z tak przyrządzanych napojów słynie Egipt i Sudan oraz Karaiby. Schłodzona herbata z kwiatów hibiskusa orzeźwia i dodaje energii. Gorąca jest dobrym antidotum na infekcje.


Pielęgnacja hibiskusa 
Hibiskus, ketania, róża chińska, to jedne z wielu nazw tego kwiatu.
Hibiskus kwitnie bez przerwy od wczesnej wiosny do późnej jesieni. 

 Jest rośliną łatwą w pielęgnacji, ale wrażliwą na zalanie korzeni. W okresie wegetacji lubi być podlewany regularnie, niewielką ilością wody 2 razy w tygodniu, a w zimie wystarczy tylko raz. 

Potrzebuje wysokiej wilgotności powietrza, dlatego trzeba go prawie codziennie zraszać miękką wodą. Roślinę nawozi się rozcieńczonym płynem do roślin kwiatowych w okresie intensywnego wzrostu, raz na dwa tygodnie.

 Jesienią i zimą nie nawozimy wcale, dajemy jej odpocząć.
Wymaga stanowiska dobrze naświetlonego, ale nie w pełnym słońcu. Wiosną i latem najlepiej rośnie w temperaturze 18 - 21 st.C., maksymalnie 27 st.C. 

Jesienią i zimą temperaturę należy obniżyć do 15 st.C. Jeśli temperatura spadnie do 10 stopni, liście zaczynają opadać. Od czerwca hibiskus można wystawić na balkon lub taras. A do domu powinien wrócić najpóźniej pod koniec września.

Hibiskus jest rośliną długowieczną. W doniczce może osiągnąć wysokość nawet do 2 metrów. Wymaga silnego i regularnego przycinania każdej wiosny. Przesadzanie wykonuje się zwykle tuż po cięciu rośliny.

Badania naukowe wykazały, że otrzymane z hibiskusa ekstrakty obniżają ciśnienie skurczowe i rozkurczowe u osób z umiarkowanym nadciśnieniem. 

Hibiskus pomaga także w utrzymaniu prawidłowej ilości cholesterolu w organizmie. Wyciągi z suszonych kwiatów tej rośliny chronią wątrobę oraz serce. Dzieje się to za sprawą polifenoli, które neutralizują wolne rodniki i nie dopuszczają do niszczenia komórek.

 Natomiast zawarte w kwiatach antocyjany chronią przed rozwojem komórek nowotworowych.


Taki stroik sobie zrobiłam z dyniek ozdobnych. Ponieważ mam ich dużo to zrobię jeszcze jeden, ale w kuchni. Pojechałam do lasu na grzyby, a zamiast grzybów uzbierałam szyszki :) Nie powiem, przydały się właśnie do tego stroika.

  Życzę miłego tygodnia ...

poniedziałek, 5 marca 2012

Świet(l)ny Szczecin

Witajcie moi drodzy ... :)

Dzisiaj mam dla Was baaardzo dużo niespodzianek. Na samym początku zaproszę wszystkich na pokaz świet(l)ny (inaczej iluminację) Szczecina. Iluminacji tej dokonano na gmachu Głównego Muzeum Narodowego w Szczecinie. Wprost nie do uwierzenia jak światło może nam rozjaśnić noc i popieścić nasz wzrok.


Zresztą zobaczcie sami a będziecie również zachwyceni.

Ale to jeszcze nie wszystko - teraz zbieram Was na wirtualną wycieczkę po moim mieście. Koniecznie musicie się wybrać na nią razem ze mną, bo jest to wprost nie do opisania. Na tej wirtualnej wycieczce spędziłam bez mała pół dnia. Nie tylko zaskoczyło mnie piękno mego miasta, ale i sposób w jaki jest pokazane. Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba zobaczyć. Ciekawa jestem Waszych wrażeń :)

Tu podaję linka do wirtualnego Szczecina.
Wirtualna wycieczka po Szczecinie - klik i jesteśmy w Szczecinie.

A jak się poruszać po tym wirtualnym "świecie" ?
Klikacie na podany link i wyświetli się stronka z taką jakby plamą Szczecina. Poniżej po lewej stronie są trzy takie jakby trójkąciki. Klikacie w ten pierwszy po lewo i jesteśmy na trasie do każdego prawie miejsca w Szczecinie. Jeśli będziecie mieli jakieś pytania to pytajcie ...
Ja jestem w szoku !!! 

Teraz opowiem pokrótce o niektórych budowlach w moim mieście. Na pierwszy ogień pójdzie Główny Gmach Muzeum Narodowego w Szczecinie.
Jest to gmach wybudowany w kształcie litery E. Poniżej znajdują się Wały Chrobrego, dlatego mówi się o Muzeum Narodowym przy lub na Wałach Chrobrego.
Budowla muzeum nawiązuje do stylu modernizmu i secesji. Budowlę jego zaczęto w latach 1908-1913, a do stałych ekspozycji muzeum należą takie wystawy jak:

- "Antyczne korzenie Europy - szczecińska ekspozycja Dohronów" - inicjatorem utworzenia zbioru dzieł sztuki antycznej był Heinrich Dohrn (1838-1913), wybitny przyrodnik, humanista i kolekcjoner. Jego kolekcje stały się podstawą do zbiorów otwartego 1913 roku Muzeum Miejskiego, do którego walnie się przyczynił.
Wystawa ta do dnia dzisiejszego reprezentuje największą w Europie kolekcję rekonstrukcji słynnych antycznych posągów z brązu, uzupełnioną dziełami ceramiki antycznej. Jednym z najcenniejszych dzieł na wystawie jest rekonstrukcja posągu Polikleta.

- "Mennictwo zachodniopomorskie od XI-XIX w " - jest prezentacją monet powstałych w tym okresie na Pomorzu Zachodnim oraz przedmiotów związanych z ich produkcją. Na szczególną uwagę zasługują monety księcia Bogusława XIV (1620-1637) oraz Filipa II (1606-1618), np. guldeny a także talary, w tym unikalny talar poczwórny, tak zwany piedfort.

- " Pradzieje Pomorza" - prezentacja najdawniejszych dziejów kultury ziem pomorskich od ok. 10 tysiąclecia p. n. e. do XIII wieku.

- "Sztuka Afryki - między maską a fetyszem".

Oprócz muzeum w gmachu mieści się także siedziba Teatru Współczesnego. Jest to jedyny teatr w Polsce, gdzie widzowie w przerwach spektaklu mogą z okien foyer spoglądać na połyskującą w dole odbiciem portowych świateł Odrę.

 fot. Baszta Panieńska, iluminacja Trasy Zamkowej

Miało być krótko, prawda? Ale teraz muszę koniecznie opowiedzieć o dwóch legendach związanych z Basztą Panieńską (na fotce), inaczej zwaną Basztą Siedmiu Płaszczy. Umieszczona jest ona nad Odrą u stóp Zamku Książąt Pomorskich. Blisko baszty przebiegają ruchliwe arterie miejskie - Trasa Zamkowa. Baszta jest także jedną z symboli Szczecina. I tak np. jej obraz połączony wraz z sygnałem syreny okrętowej było kiedyś symbolem TV Szczecin.

Pierwsza legenda głosi, że dawno, dawno temu, a było to za panowania księcia Bogusława z dynastii Gryfów, książę postanowił wybrać się  na pielgrzymkę do Ziemi Świętej a chciał się pokazać od strony pięknej. W tym celu zakupił sukno kunsztowne  i kosztowne i kazał nadwornemu krawcowi uszyć siedem płaszczy. Krawiec z ochotą wziął się do pracy miał on jednak żonę, która okrutnie się suknem zachwyciła, że na mężu wymogła aby uszył i dla niej suknię jaką z sukna tego. Ponieważ krawiec żony nie chciał smucić i przykrości zrobić jakiej to materiał tak skroił, że starczyło i na płaszcze i na suknię. Wszyscy na dworze zachwycali się płaszczami i wszystko by dobrze się skończyło gdyby ktoś nie zauważył żony krawca w sukni skrojonej z materii przeznaczonej na książęce płaszcze. Usłyszawszy to książę strasznie się rozsierdził i w swej złości kazał krawca wtrącić do baszty a tam o chlebie i wodzie miał żywot prowadzić przez roku pół, a do tego jeszcze miał szyć szaty dla dworu nie otrzymując za to nijakiej zapłaty.

Druga legenda mówi nam, że nazwa baszty związana jest także z siedmioma płaszczami. A było to też bardzo dawno temu. Pewien bogaty książę chcąc wydać swoje siedem córek za bogatych mężów, których wcześniej nie omieszkał sam już wybrać. Jednakże córki się zbuntowały, bo one same sobie obrały mężów, wcale niebogatych ino zakochały się w ubogich rycerzach. Gdy książę się o tym dowiedział, wpadł w złość i kazał wybudować obok zamku basztę i do tej baszty bez okien, tylko z otworem na podawanie jadła, kazał wtrącić córki swe. Miały tam tak długo przebywać dopóki nie "zmądrzeją". Córki na znak protestu i żałoby kazały uszyć sobie siedem płaszczy, które nosiły dzień i noc.
Mijały dni i lata. Pewnego dnia księcia powiadomiła służba, iż od kilku dni nikt jedzenia nie odbiera. Książę natychmiast kazał wybić cegły w murze. Po wejściu do baszty okazało się, że w baszcie jest pusto a na krzesłach wiszących w okół stołu wisiało tylko siedem czarnych płaszczy. Do dzisiaj nie wiadomo co też się stało z księżniczkami ?! 

I tyle byłoby na dzisiaj, ale to jeszcze nie koniec :)
*************************************
 Pomocne źródła:
Wikipedia, 
 http://polskaniezwykla.pl/
Muzeum Narodowe w Szczecinie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)