Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże kulinarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże kulinarne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 grudnia 2017

Święta bożonarodzeniowe w innych krajach

Choinka, prezenty, sianko pod obrusem, opłatek, kolędy. Tak jest u nas. 

A choć w wielu zakątkach ziemi w ogóle nie obchodzi się Wigilii, to i tak miliony ludzi na świecie łączy duch Bożego Narodzenia.

Wieczerza wigilijna to nie tylko polski obyczaj. Do specjalnej kolacji w ten wieczór zasiadają także w Hiszpanii, Austrii, Norwegi, Danii, w Meksyku, Irlandii, Szwecji, na Węgrzech i na Słowacji.

sobota, 19 października 2013

SOS BOLOGNESE

  
    Ten sos znany niemalże każdemu z nas, wszak podbił cały świat. 

   Mój mąż jest wielkim miłośnikiem tego sosu i makaronów z nim, mógłby jadać go na okrągło.

   Ja, niekoniecznie przepadam za makaronem ale sam sos i, owszem, podany w innej formie niż z makaronem.

   A można go robić na różne sposoby, np. do podpłomyków, risotta zapiekanego, lazanii. Dzisiaj jednak chcę napisać o samym sosie bolognese.

    Wcześniej myślałam, że spaghetti bolognese jest jak najbardziej włoską z włoskich potraw. 

  Jednakże się myliłam, bo powstała ona najprawdopodobniej w Stanach Zjednoczonych, wśród włoskich emigrantów, zdobywając uznanie na całym świecie. 

  Czy tak, czy siak to jednak Włosi go i tak stworzyli. W swojej ojczyźnie ten przepyszny, gęsty sos, podawany jest wyłącznie z tagliatelle oraz do lasagne.

   Ragru' di carne alla bolognese - tak brzmi oryginalna włoska nazwa tego sosu.

    Tradycyjnie przyrządzało się go z bardzo drobno siekanego mięsa różnych gatunków (również jagnięciny i cielęciny), kiełbas (przede wszystkim ulubionej przez Włochów mortadeli), pancetty (czyt. panczetty - rodzaj suszonego zwijanego boczku, pochodzącego z Włoch), cebuli, marchewki, selera, pietruszki, pomidorów, oliwy, czerwonego wina i przypraw do smaku.


   Najpierw na oliwie poddusza się posiekaną cebulę z warzywami, potem dorzuca posiekaną pancettę i kiełbasę, po chwili mięso, gdy to zbrązowieje, wino oraz przyprawy.

    Po paru minutach dokłada się posiekane pomidory (tu niektóre włoskie przepisy dopuszczają dodanie szczypty cynamonu i zmiażdżonego goździka), przykrywa, stawia na maleńkim ogniu i dusi przynajmniej 2 godziny, choć najlepiej poświęcić na to 4 godziny, oczywiście mieszając od czasu do czasu by nam się nie przypaliło. 

  Jeśli sos jest zbyt gęsty, można go rozrzedzić bulionem. Sól do smaku dodaje się na sam koniec. Jak już wcześniej wspominałam, ja zawsze przyprawy do potraw dodaję na sam koniec, gdy potrawa jest już - prawie - gotowa.

   Tak mniej więcej wygląda oryginalny przepis, który oczywiście można traktować bardzo swobodnie. W oryginalnym bolognese nie było zbyt dużo pomidorów. 

   Przede wszystkim składał się z mięsa, do którego warzywa dokładano tylko dla smaku.

Oto jedna z wielu wersji na wykonanie tegoż sosu:

1. 20 dag pieczarek kroimy w dużą kostkę (najlepiej wziąć tylko kapelusze), 2-3 marchewki i 1/2 małej bulwy selera korzeniowego obieramy i ścieramy (można też wziąć 2 łodygi naciowe i pociąć je w plasterki), 2 cebule tniemy w piórka. 

W szerokim rondlu rozgrzewamy kilka łyżek masła i oliwy. 

Najpierw dusimy cebulę - gdy będzie miękka, dokładamy marchewkę z selerem, po paru minutach pieczarki, po jeszcze kilku 2 puszki pomidorów z zalewą, 1/2 litra pasty pomidorowej, 4 zmiażdżone ząbki czosnku, wkruszamy  2 kostki bulionowe, 5-6 listków laurowych oraz tymianek i oregano do smaku (można też 1/2 łyżeczki cukru). 

Dokładnie mieszamy, przykrywamy i dusimy ok. 30 minut na małym ogniu.

2. W tym czasie na osobnej patelni podsmażamy na oliwie pokrojone w kostkę 20 dag wędzonego boczku i 2 zmiażdżone ząbki czosnku, dokładamy 1 kilo mieszanego mięsa mielonego, smażymy "na sypko". 

Dodajemy do duszących się warzyw, mieszamy, przykrywamy, zostawiamy na maleńkim ogniu na ok. 3 godziny. Próbujemy - jeśli trzeba, dodajemy do smaku koncentrat pomidorowy i ulubione przyprawy.

3. Z takiej ilości składników wyjdzie nam spory garnek sosu, który można podzielić na porcje i zamrozić. Później będzie jak znalazł.

Jest rewelacyjny nie tylko do makaronu !!!

Pomocne źródło:
"Moje gotowanie" - wrzesień 2012 nr 9 (214) 
 

wtorek, 1 października 2013

Chartreuse - francuski likier

   Uzbierałam troszku materiałów w temacie szlachetnych trunków, o których chcę napisać. Myślę, że nie tylko mnie ten temat wciągnął, ale i Wy również się nim zainteresujecie.

   Na pierwszy ogień pójdzie Chartreuse, jedyny francuski likier, którego produkcja do dziś znajduje się w rękach milczących mnichów z zakonu kartuzów z Dauphine.


sobota, 21 września 2013

Słodki omlet cesarzowej Sisi (Sissi)

   To zwykłe danie zyskało arystokratyczny rodowód dzięki monarchii habsburskiej, która pozostawiła po sobie nie tylko wielką spuściznę historyczną i kulturalną, ale także kulinarną.

   Omlet ten, smażony w głębokim tłuszczu, jest rodzajem pulchnego naleśnika, porwanego na kawałki. To niezbyt wykwintne, i raczej domowe danie, ma wiele ciepła i uroku. Wygląda jak trochę nieudany omlet grzybek na słodko.

   Z tym tradycyjnym austriackim przysmakiem wiążą się dwie historie. Jedna dotyczy cesarza Franca Józefa, wielkiego miłośnika polowań. W czasie jednego z nich cesarz zgubił się w lesie. Zziębnięty i głodny trafił do wiejskiej chaty, gdzie gościa nakarmiono omletem, niestety, niespecjalnie efektownym, bo porwanym na kawałki. Stąd nazwa schmarren  - oznaczająca skrawki, śmieci.

   Druga opowieść dotyczy Elżbiety - cesarzowej Austrii i królowej Węgier - znanej również jako Sisi lub Sissi. Była ona piękną, tajemniczą i tragiczną postacią - ucieleśnieniem blasku i cienia austriackiego dworu cesarskiego z końca XIX wieku.

   Kiedy licznymi wojażami cesarzowa przebywała w Wiedniu, zwłaszcza w karnawale, lubiła - od czasu do czasu - zniknąć z pałacu. Powiadano, że wieczorami, oczywiście incognito, bawiła się na zwykłych balach. Kiedyś ponoć widziano ją nawet na balu praczek, przebraną za jedną z nich. 

  I właśnie podczas tych karnawałowych eskapad, poczęstowano omletem schmarren. W dowód sympatii chciano go nazwać jej imieniem, ale zaproponowała, aby dodać słowo kaiser, tzn. cesarz, co wzbudziło pewne zdziwienie. Jednak, gdy okazało się kim jest naprawdę, nazwa została przyjęta.

   Omlet wyśmienicie nadaje się na śniadanie bądź podwieczorek. Podaje się go na ciepło z rodzynkami lub sokiem truskawkowym bądź malinowym. 

   W sezonie ze świeżymi owocami, a kiedy ich nie ma, z powidłami śliwkowymi, dżemem albo samym cukrem pudrem i cynamonem. Najlepiej smakuje popijany mlekiem lub kompotem.


Omlet cesarski
(Kaiserschmarren)
Składniki (2-3 porcje):
- 4 jajka,
- sól,
- 3 płaskie łyżki mąki,
- 1/2 szklanki mleka,
- garść rodzynek,
- 4 łyżki masła,
- cukier puder,
- odrobinę cynamonu (1/2 łyżeczki),
- 2 łyżki płatków migdałowych.

Przygotowanie:
1. Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę, dodać rozmieszane żółtka. Masę delikatnie mieszać, jednocześnie powoli wsypując przesianą mąkę i wlewając mleko. Jeśli chcemy dodać rodzynki, należy najpierw je namoczyć w gorącej wodzie, osączyć na sicie i wsypać do ciasta razem z mąką.

2. Na dużej patelni, na małym ogniu rozgrzać masło (lepiej użyć klarowanego, a jeżeli chodzi o samo masło to dobrze jest je dodawać z olejem w stosunku 1:1. Masło nam się nie przypali). Wlać ciasto i smażyć na średnim ogniu. Kiedy spód się przypiecze, łopatką podzielić omlet na kawałki. Posypać cukrem pudrem, szczyptą cynamonu i płatkami migdałowymi, wymieszać. Przykryć na chwilkę, by uwolnił się zapach cynamonu. Jeszcze ciepłe wyłożyć na ogrzany talerz.

   Będąca na wiecznej diecie Sisi bardzo polubiła ten deser, który jest przepyszny, słodki, lekki, puszysty - wart cesarskiego stołu. I oczywiście wcale nie jest trudny do zrobienia, nawt jak się połamie, porwie przy przewracaniu na drugą stronę, to nic nie szkodzi, to jeszcze lepiej, bo taki ma być...

Wielce pomocne źródło:
"Moje gotowanie" - wrzesień 2011 nr 9(202)

Link do tego posta:
http://babuni-blog49.blog.onet.pl/2011/04/17/tort-pawlowej/#comments  
 

   
  

środa, 1 maja 2013

Tofu i przepis na chińskie tofu

 Uzbierało mi się nie tylko różnego rodzaju gazet, wycinków ale i kalendarzy. Pomyślałam sobie, że będę z nich wybierała ciekawe rzeczy i przepisy, o których będę Wam pisała.

 A naprawdę, niektóre kartki z kalendarzy są ciekawe i dzisiaj właśnie z takiej jednej chcę o czymś napisać. Posłuchajcie!

Czy wiecie, że tofu jest efektem poszukiwań sposobu na pozyskanie złota przez chińskich alchemików, jeszcze przed naszą erą?...

Jeden z nich zainteresował się soją, której złociste ziarna wzbudziły nadzieję na pozyskanie cennego kruszcu. 

Pewnego razu namoczył ziarna, rozgniótł je i gotował z dodatkiem specjalnych soli. Nie  otrzymał jednak złota, ale sprężysty ser, który okazał się smacznym do prostych i wyszukanych dań.

W niedługim czasie tofu weszło do codziennego jadłospisu milionów Chińczyków, a później też i innych narodów południowo-wschodniej Azji.

Obecnie produkuje się go poprzez ścinanie mleczka sojowego jakimś koagulantem, np. sokiem z cytryny lub octem. 

Na skalę przemysłową stosuje się specjalne mleczarskie sole spożywcze o właściwościach ścinania mleka. Powstały twaróg odsącza się i prasuje, po czym uzyskane bloki kroi się na porcje i to jest właśnie tofu.

W porównaniu z wartością odżywczą soi właściwości tofu są bardzo podobne. Tofu jest jednak bardziej strawne i mniej kaloryczne, zastępuje pełnowartościowe białko ale nie ma w nich cholesterolu i kalorii. Samo tofu jest bez smaku, dopiero po doprawieniu - przyjmuje smak przypraw. Mówi się, że tofu ożywa po dodaniu przypraw.

Tofu jest tradycyjnym źródłem potraw orientalnych zarówno mięsnych jak i wegetariańskich. 

Daje się łatwo i szybko przyrządzać na różne sposoby, np. tofu pokrojone i gotowane na ostro z mielonym mięsem, jedzone na zimo z czosnkiem czy też w zupach. 

Można też tofu smażyć, trzeba nam tylko uważać na tłuszcz, gdyż bardzo lubi nim nasiąkać.
 Fotka z internetu

Chińskie tofu 
Składniki:
- 450 g tofu
- 1 łyżka oleju
- 1/2 szklanki sosu sojowego
- 2 łodygi selera naciowego pokrojone w plasterki
- 1 zielona papryka pokrojona w kostkę
- 2-3 cebule, pokrojone w cienkie plasterki
- wrząca woda
- zmielony imbir
- 2 łyżeczki mąki kukurydzianej
- sól, pieprz.

Przygotowanie: 
Pokroić tofu w kostkę lub trójkąty i osuszyć. Na patelni rozgrzać olej i smażyć tofu na złoty kolor. Wlać na patelnie 1/4 szklanki sosu sojowego, wyjąć tofu z patelni i odstawić.

Na tej samej patelni smażyć wszystkie warzywa, aż staną się chrupiące. Zalać warzywa wrzącą wodą, dodać resztę sosu sojowego i imbir, dokładnie wymieszać i odstawić.

Wymieszać mączkę kukurydzianą z zimną wodą i dodać do warzyw, zagotować. Przyprawić solą i pieprzem, dodać tofu i delikatnie wymieszać. Podgrzać i podawać.



Teraz czas na nagrody, które otrzymałam od Joleczki i Uleczki - bardzo dziękuję. Ponieważ uważam, że każdy prowadzący bloga na nie zasłużył, to... wyróżniam wszystkich!
 

sobota, 23 lutego 2013

Tort Sachera i morelowa konfitura





To arcydzieło cukiernicze pochodzi z Wiednia. Pierwszy raz podano je dla księcia Metternicha.




Trudno uwierzyć, że tort Sachera (wym: zachera) jest dziełem... ucznia kucharskiego, praktykującego w pałacu Metternich. Głowa rodu. Klemens Lothar von Metternich inicjator kongresu wiedeńskiego, od 1821 pełnił urząd kanclerza.

Było upalne lato roku 1832. Żona księcia wyjechała do wód, zabierając ze sobą całą służbę. W opustoszałej książęcej kuchni został ino kuchcik Franz Sacher, który bez trudu radził sobie z posiłkami dla kanclerza. Zdarzyło się jednak, że kiedyś jaśnie pan zaprosił gości na wystawną kolację, stawiajc kuchcika przed faktem dokonanym. Chłopak miał zaledwie parę godzin na przygotowanie, ale nie popadł w panikę.

I zrobił to!
Obok innych znakomitych dań wyczarował tort - pyszny, genialny w swej prostocie. Bo cóż może być skomplikowanego w czekoladowym biszkopcie, przełożonym konfiturą. A jednak! 

Jest kilka przepisów na ten tort, ale oryginalna receptura stanowi pilnie strzeżoną tajemnicę. Franz przekazał ją synowi. W 1876 roku otworzył on w Wiedniu znany dziś na całym świecie hotel Sacher. I łatwo zgadnąć, co jest specjalnością hotelowej restauracji...

Torty wypiekane według oryginalnej receptury opatrzone są czekoladową pieczęcią Sachera.

W latach 1953-1962 trwał nawet spór między hotelem Sachera a cukiernią  Demel o prawo używania oryginalnego przepisu na tort Sachera. Proces ten, wygrał hotel Sachera i tylko on ma prawo do nazwy i receptury.


 Tort Sachera 
(na 12 porcji, porcja 550 kalorii)

Składniki:
- 35 dag gorzkiej czekolady,
- 10 dag masła,
- 10 dag cukru pudru,
- 30 dag cukru kryształu,
- 6 jajek,
- 10 dag mąki,
- 30 dag konfitury morelowej,
- miąższ z 1 laski wanilii. 

Przygotowanie:
1. W rondelku rozpuścić 15 dag czekolady, wstawić go do większego garnka z wodą i podgrzewać, aż czekolada się rozpuści. Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do temperatury 170 st. 

2. Utrzeć masło, dodając przesiany cukier puder i wanilię. Potem ubijać, dodając po żółtku i rozpuszczoną letnią czekoladę.

3. Białka ubić na sztywno z 10 dag cukru kryształu. Masę czekoladową wymieszać z przesianą mąką i 10 łyżkami piany z białek. Dodać resztę piany, delikatnie zamieszać.

4. Ciasto nałożdo formy. Piec około 15 minut przy uchylonych drzwiczkach pieca. Potem 30-40 minut przy zamkniętych.

5. Konfiturę lekko podgrzać. Ostudzone ciasto przekroić na dwa placki. Przełożyć połową konfitury, a pozostałą posmarować wierzch tortu.

6. Do 1/8 litra wody wsypać 20 dag cukru. Gotować około 5 minut. Roztopić resztę czekolady, dodać ją do gorącego syropu i utrzeć. Polewę rozprowadzić na wierzchu i boku tortu. Resztę przełożyć do pergaminowego rożka i napisać słowo Sacher.

7. Tort wstawić do lodówki. Podawać następnego dnia, najlepiej ze świeżo ubitą śmietaną.
*************************************
Jeszcze kilka moich takich drobnych uwag!
- pamiętajcie żeby zawsze dodawać pianę do masy, nie odwrotnie,
- łyżka, którą dodajecie tę pianę, nie może być zabrudzona masą. Po prostu do piany nie może dostać się ani krzta masy,
- do rozsmarowywania masy czekoladowej najlepiej jest użyć specjalnej szpatułki lub dużego, szerokiego noża maczanego w gorącej wodzie,
- tort najlepiej wyjąć z lodówki na około 30 minut przed konsumpcją.  
********************************* 

Morelowa konfitura
Składniki:
- 1 kg zdrowych, dojrzałych i jędrnych moreli,
- 1 i 1/2 kg cukru,
- skórka starta z połowy cytryny,
- szczypta mielonego kardamonu,
- 2 goździki.

Przygotowanie:
1. Morele sparzyć, zdjąć skórkę. Owoce przekroić na połowy i usunąć pestki.

2. 1/2 litra wody zagotować z 3 i 1/2 szklankami cukru i przyprawami. Dodać owoce, doprowadzić do wrzenia, zamieszać, odstawić.

3. Następnego dnia dodać 2 szklanki cukru i znowu podgrzewać, od czasu do czasu zamieszać, potrząsnąć garnkiem. Po 2 minutach od zagotowania łyżką cedzakową zebrać pianę i garnek zdjąć z ognia.

4. Trzeciego dnia dosypać resztę cukru i bardzo wolno podgrzewać, zdejmując pianę. Gdy przestanie się ona tworzyć, goracą konfiturę przełożyć do słoików.

Życzę smacznego...
PS.
Dzisiaj zaczęłam przenosić z onetowego bloga linki o tortach, patrzę, a tu brakuje w danych postach fotek. Gdzieś mi Onet przy tych przenosinach je zapodział. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak ich poszukać w moich folderach i jeśli je znajdę to zaraz zamieszczę.
***********************************************************************
Źródło:
"Moje gotowanie" - październik 2000 nr 10(71)                   

piątek, 9 listopada 2012

Makaronowe szaleństwo ...


Można cały świat objechać ale takich wystaw makaronów - jak we Włoszech - nigdzie nie zobaczymy. Z wrodzonym sobie poczuciem piękna, Włosi z setek rodzajów i kształtów swoich makaronów tworzą prawdziwe obrazy, mozaiki, cuda.

Gdy Francuzi chwalą się, że mają tyle gatunków serów ile dni w roku, to Włosi odpowiadają, że oni rodzajów swych makaronów nawet zliczyć nie potrafią. 

Tak jak nam trudno sobie wyobrazić jadłospis bez ziemniaków, tak Włosi nie potrafią żyć bez makaronu. 

Włosi za ziemniakami raczej nie przepadają, a jeśli już je zadają to najczęściej w formie frytek. 

Mięsa też jadają niewiele, ale za to mnóstwo "frutti di mare" czyli owoców morza. Innym źródłem białka - jak we Francji - są najrozmaitsze sery, a przede wszystkim włoski parmezan.

    Ciekawostki: śniadanie po włosku nazywa się collacione (czyt. kolaczione) i jest podobne do naszego. Kolacja zaś nazywa się cena (czyt. czena). Jest lekka, składa się zwykle z pieczywa, serów, owoców, mleka lub wina.

     Najciekawszym i najobfitszym posiłkiem w ciągu dnia jest obiad – pranzo (czyt. pranco), który wszyscy Włosi jedzą między godziną 12 a 13, bo wtedy jest przerwa obiadowa w biurach, fabrykach, sklepach, nawet na targowiskach.

    Na północy Włoch, na pranzo, jada się gęstą zupę na pierwsze danie albo ryż, ale na południu Włoch króluje tak zwana pasta,czyli makarony. Pasty jada się dużo, pełniutki głęboki talerz. Po paście są „frutti di mare” z warzywami i wreszcie deser. Często do obiadu popija się wino, zależnie od zamożności – od najtańszego do najkosztowniejszego.

     Tak więc można by rzec, że pasta jest jest właściwie podstawowym posiłkiem Włochów (biednym nieraz musi wystarczyć za cały obiad).

A teraz zapoznajmy się bliżej z rodzajami - niektórych - włoskich makaronów:

Spaghetti znane jest niemal we wszystkich krajach. Są to twarde rurki, dość długie i wąskie o rozmaitej grubości.

Maccheroni bywają na ogół szersze, krótkie lub bardzo długie. Krótkie, ukośnie cięte, zwą się penne, a te, które są po wierzchu prążkowane, noszą nazwę rigatoni.

    Tak spaghetti, jak i maccheroni trzeba gotować szybko, we wrzącej, osolonej wodzie, szybko odcedzić i nie płukać, ale dodawać trochę tłuszczu by się nie zlepiły.

Wśród maccheroni bywają i takie rury, bo już nie rurki, w które wchodzi wąska kobieca ręka, a które się zwykle nadziewa, np. szpinakiem, farszem z mielonych rybek.

    Trochę podobne do nich są tak zwane cannelloni – przysmak rzymski, podobny do naszych naleśników z rozmaitym nadzieniem.

Tagliatelle i fettuccino to ten typ makaronów, który my nazywamy kluseczkami lub łazankami. Do nich należą też muszelki, kokardki, gwiazdki , itp. Żeby było ich jeszcze więcej, są i kolorowe. Na przykład barwione sokiem z marchwi czy pomidorów na żółto lub czerwono, albo szpinakiem na zielono. Ten typ makaronów trzeba nieraz po ugotowaniu przepłukiwać zimną wodą lub podaje się je jako gęstą zupę w sosach lub z masłem i tartym serem.

Odsyłacz (tak nazwę go i zawsze będę Was odsyłała do notek powiązanych z postami tego bloga). Nie będę już przenosiła (bez sensu) tylko podam linki, które będą się znajdować na moim blogu nr. 1 
Co warto wiedzieć o makaronie? 
Makaron po chińsku x 2 poproszę 
 

środa, 17 października 2012

SOSY MOJO


Sosy mojo pochodzą z kuchni Wysp Kanaryjskich, która jest połączeniem lokalnej tradycji i wzorów napływających ze stałego lądu, głównie z Hiszpanii. Kuchnia ta oznacza prosto, smacznie i ... dużo. Taką kuchnię właśnie lubię ... 

Popularną potrawą na wyspach są papas arrugadas - małe ziemniaczki posypane solą, podawane z sosami czosnkowymi mojo (zielonym z pietruszką i kolendrą, czerwonym z papryczką chili lub białym - podobnym do majonezowego). W tradycyjnych kanaryjskich restauracjach kelner zwykle proponuje papas jako przekąskę.

Aromatyczne czosnkowe sosy mojo 
Verde - zielony
4 ząbki czosnku obrać z łupiny i przecisnąć przez praskę. Pęczek natki pietruszki i pęczek kolendry umyć, osuszyć, listki oderwać od gałązek i zmiksować na jednolitą masę, dodając 4 łyżki oleju, czosnek, około szklanki wody i 2 łyżki octu winnego. Całość przyprawić solą i pieprzem. Jeśli sos będzie za rzadki, można do niego dodać miąższ czerstwej kajzerki, lub po prostu dodać wcześniej mniej wody. Sos ten podajemy do wędlin, mięsa i serów.

Rojo - czerwony 
8-9 ząbków czosnku obrać, posiekać. Strąk papryczki chili umyć i oczyścić z nasion, drobniutko posiekać. Dużą szczyptę kminku utłuc w moździerzu lub zemleć. 10 małych pomidorów, np. koktajlowych przepołowić na pół i upiec w piekarniku lub na grillu. Czosnek, chili i kminek utrzeć, dodać podpieczone pomidory i utrzeć na jednolitą masę. Cały czas ucierając, dodawać po trochu 1/2 szklanki oleju, 1/2 szklanki octu winnego i 1/2 szklanki wody. Przyprawić solą i szczyptą cukru (do smaku). Odstawić do lodówki na 24 godziny. Podawać do wędlin, mięsa i ryb.
Te przepisy znalazłam w gazetce "Moje gotowanie" - styczeń 2003 nr 1(98)

Postanowiłam więc o nich napisać, bo wydały mi się bardzo prostymi i dobrymi sosami. Teraz jeszcze dopiszę kilka moich uwag ...

   Pamiętajcie!   Czyszcząc papryczkę chili nigdy nie dotykajcie oczu, bo ... bo nie! A może ktoś z Was już doświadczył tego uczucia poprzez potarcie oczu przy czyszczeniu chili?! No to już nauczkę ma ... ha-ha. I jeszcze jedno, myślę, że jeżeli chcecie otrzymać sos gęsty, to po prostu trzeba dawać mniejsze porcje tych składników płynnych (dodać zawsze można, a ująć już nie).

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia ...      

czwartek, 9 sierpnia 2012

Żeberka wieprzowe na ostro

Obecnie studiuję książkę Katarzyny Pospieszyńskiej pt. "Przygoda kulinarna". Książka ta przedstawia wybór egzotycznych potraw, które wywodzą się z poza europejskich kręgów kulturowych. Są to potrawy nie tylko najlepsze smakowo, ale również takie, których przyrządzenie nie powinno sprawić nam trudności.

 Ilustracja z książki - "Przygoda kulinarna"
   "Wszystkie przepisy zamieszczone w tej książce zostały wypróbowane w naszej kuchni. Czasem pierwotna receptura została nieco zmieniona. Tam, gdzie było to możliwe bez uszczerbku dla smaku, składniki oryginalne zastąpiono składnikami u nas dostępnymi. W kilku przypadkach podane zostały przepisy oryginalne z nadzieją, że szczęśliwi posiadacze odpowiednich przypraw będą mogli przyrządzić potrawę w całej krasie". Taki jest wstęp w tej książce.

   Jak autorka podaje, tłumaczenie nie zawsze oddaje fonetykę języka kraju, z którego dana potrawa pochodzi. Kuchnia, szczególnie Wschodu lubuje się w nieco dziwnych jak dla nas nazwach. I tak np. turecka potrawa "Kadin Budu Kofte" w dokładnym tłumaczeniu brzmi: "kobiece kształty siekanego kotlecika", my byśmy powiedzieli o wiele krócej i prościej, np. "zgrabne kotleciki" lub po prostu - kotleciki. Wybrałam z tej książki na dzisiaj żeberka zrobione na ostro i myślę, że przypadną Wam do gustu.

Żeberka wieprzowe na ostro 
 
(SHEW PYE GULT - Chiny)  Proporcje dla 4 osób
================
Przepis oryginalny
============
Składniki:
- 1 kg żeberek wieprzowych

Marynata:  4 łyżki sosu sojowego, 1 łyżeczka soli, 1 łyżeczka miodu, 1 łyżeczka słodkiej pasty sojowej, 2 roztarte ząbki czosnku, 1 półcentymetrowy kawałek korzenia imbiru (drobno posiekany), 1/2 łyżeczki "pięciu przypraw" (HEONG LIU FUN), 3 łyżki oleju jadalnego, 1/2 szklanki wytrawnego białego wina, 1 łyżka pasty sezamowej.

Przygotowanie:
Dokładnie wymieszać składniki marynaty. Żeberka podzielić na porcje, zalać marynatą, odstawić na noc w chłodne miejsce

Zlać marynatę, odstawić. Mięso przełożyć do brytfanny, wstawić do gorącego piekarnika (220 st. C). Podczas pieczenia zlewać tłuszcz i smarować mięso marynatą. Prawidłowo upieczone żeberka powinny być zrumienione, chrupiące, a w środku soczyste.

Podawać z sosem śliwkowym MUI JEUNG i z bułeczkami na parze MAN-TOU.
==================
Przepis w naszej kuchni 
=============
Składniki: 
- 1 kg żeberek wieprzowych
Marynata: 4 łyżki miodu, 2 łyżki octu (6%) i 2 łyżki wody, 1 łyżka cukru, 4 łyżki sosu sojowego lub 1 i 1/2 łyżki przyprawy maggi, 2 i 1/2  łyżki wody, 2 roztarte ząbki czosnku, szczypta imbiru (dowolnie), 1/4 łyżeczki cynamonu, 1 goździk, 2 łyżki wytrawnego białego wina lub wódki wyborowej (dowolnie).

Przygotowanie:
Żeberka kroimy na 8 porcji i zalewamy wcześniej przygotowaną marynatą. Odstawiamy na noc w chłodne miejsce. Piec w rozgrzanym piekarniku (190 st. C) przez godzinę, odlewając tłuszcz, smarować mięso marynatą.

Podawać z ryżem na sypko lub z bułeczkami na parze.

Życzę smacznego ... 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)