Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiastki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiastki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 listopada 2012

Choinka sztuczna, czy ... prawdziwa, oto jest pytanie?

 Ta choinka rośnie na moim ogródku. Jest śliczna!

   Wiem, że do świąt jeszcze troszku czasu mamy, ale ja nie będę czekała na ostatnią chwilę, tylko dzisiaj o niej napiszę.

Bez choinki nie ma świąt !
Przy niej łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia, śpiewamy kolędy i oczywiście ... kładziemy gwiazdkowe prezenty, na które czekają wszyscy.
   Tradycja strojenia drzewek i wnoszenia ich do domu narodziła się w Alzacji. Choinkę strojono w papierowe ozdoby i jabłka - na pamiątkę drzewa rajskiego. Do rozpowszechnienia tego obyczaju przyczynił się wielbiciel choinki, Marcin Luter.

    Powstała nawet opowieść o Marcinie Lutrze, który uważany był za pomysłodawcę zapalenia na choince świeczek. 

   W wigilijny wieczór Luter rozmyślając nad bożonarodzeniowym kazaniem i szukając natchnienia, udał się do lasu na przechadzkę. Tam zachwycił się widokiem zielonych sosen z soplami lodu, w których migotało światło gwiazd.

   Po powrocie do domu ozdobił swoją choinkę woskowymi świeczkami, które zapalone na choince wyglądały niczym te gwiazdy odbite w soplach lodu.

   Druga legenda mówi, że kiedy chrześcijaństwo dopiero docierało do północnej Europy, sam Chrystus posłał z nieba na ziemię reprezentantów trzech cnót: wiary, nadziei i miłości. Ich zadaniem było znaleźć drzewo, które mogłoby godnie symbolizować Boże Narodzenie.

   Szukali długo, bo drzewo musiało być wysokie jak nadzieja, silne jak wiara, słodkie jak miłość i mieć znak krzyża na każdym konarze. W końcu na dalekiej północy zamieszkałej przez Wikingów znaleźli świerk, który spełniał wszystkie te warunki. Niebiescy wysłannicy oświetlili więc drzewo blaskiem gwiazd i tak powstała pierwsza bożonarodzeniowa choinka.   
Jakie drzewko wybrać, by uczynić święta przyjemnymi i niezapomnianymi ?
                     Jeśli prawdziwe - to które ?                        

Jak kupować żywą choinkę? 
    Aromat igliwia i żywicy oraz niepowtarzalny wygląd - tego nie zastąpi nawet najdroższa sztuczna choinka. Niestety, świerki szybko gubią igły w ciepłym domu. 

   Pojawia się więc problem sprzątania, a później usunięcia drzewka po świętach. Stawianie i strojenie choinki jest bardzo przyjemną czynnością ale sprzątanie już do miłych nie należy :) 

   Fakty są jednak takie, że droższe drzewka typu jodła czy świerk kaukaski nie gubią tylu igieł. Po prostu wysychają, lekko blednieją i stoją dalej. To samo dotyczy sosny, która - choć mniej popularna - wspaniale nadaje się do dekoracji z okazji świąt.

   Nieprawdą jest, że świąteczny obyczaj wycinania choinek rujnuje lasy. Drzewka świąteczne pochodzą ze specjalnych hodowli lub są wycinane przez leśników z miejsc, w których i tak byłoby to konieczne.

Jak rozpoznać choinkę świeżą i zdrową ?
   Niedawno ścięte drzewko zawsze mocno pachnie i ma elastyczne gałązki. Ma także jasnozielone, gęste i miękkie igły. 

  Pień drzewka jest wilgotny, a miejsce po cięciu jasne. Gdy igiełki są na końcach brązowe, bardzo ostre w dotyku, a miejsce po cięciu szarawe, to sygnał, że choinka jest przesuszona i może nie dotrwać do Nowego Roku.

   Przy zakupie choinek w doniczkach należy zwrócić, czy są ukorzenione. Bywa, że handlowcy przycinają korzenie, by drzewko można było osadzić w donicy. W takim wypadku można równie dobrze kupić choinkę ciętą. 


Choinka cieszy nas dłużej      
   Kupione wcześniej drzewko musi być w dobrej kondycji - igły nie powinny żółknąć, a pień powinien być wilgotny. Ustaw je w chłodnym miejscu osłoniętym od wiatru (podmuchy powietrza wysuszają gałązki) i jeśli nie była wcześniej na mrozie wstaw do wody.

   Gdy choinka jest już w domu najważniejsze jest dla niej stanowisko. Najlepiej, by było ustronne - potrącane drzewko bardzo szybko straci igliwie. Nie służy mu też ciepło, dlatego ustaw iglak z dala od grzejników. Dobrze jeśli temperatura w pomieszczeniu nie przekracza 20 stopni. Im będzie cieplej, tym częściej trzeba będzie nawadniać roślinę - w wyższych temperaturach wilgoć szybciej paruje, a choinka obsycha.

   Codziennie sprawdzaj poziom wody w stojaku lub pojemniku, który do niego wsunęłaś. Pieniek powinien być lekko zanurzony w wodzie. Kupiłaś drzewko? Ziemia w donicy musi być lekko wilgotna. Jeśli choinkę chcemy ozdobić pięknymi światełkami - lampkami, to najlepsze są tzw. LED-y, które się mniej nagrzewają.

   Kupując stojak pod choinkę należy zwrócić uwagę na to, aby był solidny. Trzeba dopasować jego wielkość do średnicy pnia i wagi drzewka (oznaczenia są na opakowaniu). Dobrze by był ciężki i miał pojemnik na wodę. Przy pierwszym podlewaniu dobrze jest dodać do wody glicerynę (50 ml na litr wody). Zraszajcie codziennie drzewko, ale tylko wtedy gdy jest bez lampek.

Choinka w ogrodzie 
   Choinka, którą zamierzamy przesadzić do ogródka, powinna być hodowana w doniczce. Przed zakupem, o ile to możliwe, warto wyjąć drzewko z doniczki. Jeśli zobaczymy, że ziemia jest zwarta i otoczona siatką drobnych korzeni, oznacza to, że wszystko jest w porządku. Dobrym znakiem są też wychodzące korzenie przez otwory w jej dnie. Korzenie drzewka powinny być w niej widoczne.

   Gdy rozsypuje się, odpada od korzeni to znak, że choinka została przesadzona do doniczki dopiero przed sprzedażą. A taka na pewno się nie przyjmie.
   Opowiem teraz o mojej choince, która jest wyjątkiem odstępującym od tych reguł. 

   Pewnego razu, będzie chyba 8 lat temu, dostaliśmy od szwagra piękną, małą choinkę, która stała u niego na balkonie. Mąż załadował ją do samochodu (było to latem), przywiózł do domu i ... zapomniał całkiem o niej, a słońce wtedy grzało, oj grzało. 

   Przypomniał sobie o niej dopiero po południu następnego dnia. Gdy ją zobaczyliśmy to chcieliśmy ją wyrzucić, tak źle wyglądała, całkiem się zasuszyła (tak nam się wydawało). Jednak po naradzie jaką z mężem odbyliśmy zdecydowaliśmy, że jednak ją posadzimy w ogródku. 

   Przez pierwszy cały rok straszyła swoim wyglądem, ale nic to, dalej trwaliśmy przy tym, że na ogródku ma się ostać. Przycięliśmy tylko jej czubek i na następny rok zaczęła wracać do formy, a po dwóch latach miała już dwa czubki. Teraz jest ozdobą mojego ogrodu a jej gałązki są niezielone ale tak jakby lekko oszronione, a najpiękniej wygląda gdy ukażą się na niej takie małe, drobne szyszki brązowe.  


            A sztuczna choinka?
   Wiadomo sztuczna - trwała i praktyczna.
Producenci sztucznych choinek prześcigają się w pomysłach na ich kształt, kolor czy gęstość igliwia.       Pamiętam moją pierwszą choinkę, która była okropnym drapakiem, a teraz, kiedy 4 lata temu zakupiłam drugą jestem z niej bardzo zadowolona. Co prawda nie ma tego zapachu jak żywa, ale wystarczy kupić olejek, np świerkowy i zrobić stroik z żywych gałązek świerka i już prawie mamy tak, jakby w domu stała choinka żywa.

   Do ich niepowtarzalnych zalet należy ekonomiczność. Sztuczne drzewko, choć droższe od naturalnego, służy wiele lat. Poza tym odchodzi problem przytaszczenia choinki do domu, mocowania jej w stojaku i - co najważniejsze - sprzątania sypiących się igieł.

   Trzeba mi jednak powiedzieć o jednym, że kupując sztuczną choinkę, wcale nie ratujemy lasów jakby można pomyśleć. Po świętach na targowiskach walają się resztki naturalnych drzewek, których nikt nie chciał. Faktem jest, że do produkcji sztucznych choinek używa się mnóstwa różniastych chemikaliów, które jak wiadomo zanieczyszczają nasze środowisko. Strach pomyśleć, ile lat po wyrzuceniu sztucznej choinki, rozkłada się takie drzewko.    

Czy tak, czy siak wybór i tak należy do Was. 
Musimy jednak pamiętać o tym, że choinka to nie wszystko. Najważniejszy jest spokój oraz dobra rodzinna atmosfera - czego Wam życzę. 
************************************************
To wszystko o czym tu piszę to jest dopiero przedsmak świątecznych przygotowań :)   

piątek, 23 listopada 2012

Karol Radziwiłł "Panie Kochanku" (cz. I)

Dzisiaj opowiem o pewnym znanym ze swoich ekscentrycznych pomysłów, polskim sarmacie, któremu na chrzcie dano imię Karol z domu Radziwiłł, a przydomek jaki mu nadano to  - "Panie Kochanku"

Wystarczyło tylko rzec "Panie Kochanku", a wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. A dlaczego akurat taki przydomek mu nadano, spytacie? 

Ano dlatego, że było to ulubione jego powiedzonko, którym zwracał się do swoich rozmówców oraz dla odróżnienia go od Karola Stanisława Radziwiłła (1669-1710).


Ponieważ bardzo mnie zaciekawiło jego życie, spisane na kartach historii, pomyślałam sobie, że i Wy chętnie o tym poczytacie, dowiadując się o tym i owym.
 A życie, moim zdaniem, miał bardzo ciekawe i warte tego, by zaistnieć na stronach mego bloga. Ale zacznę od początku (jak zawsze zresztą).

Dawno, dawno temu, a było to w Nieświeżu roku 1734, urodził się Karol Radziwiłł, zmarł w Białej w roku 1790.


Był on najzamożniejszym magnatem w Rzeczypospolitej w II połowie XVIII wieku i jednym z najbogatszych przedstawicieli arystokracji w Europie. 

Sławą cieszyły się jego ekscentryczne upodobania, noszące jednakże znamiona owej sarmackiej fantazji i pogardy dla bogactwa. 

Ale, ale ... książę Radziwiłł nie tylko był skory do zabaw, figli, pełnych fantazji, które zawsze potrafił później wynagrodzić rozdając konia z rzędem, pasy bogate, pistolety, tabakiery i inne rozmaite bogactwa, tym, którzy jego żartów doznali. 

Można więc powiedzieć, że i "wilk był syty i owca cała".
Piastował także w ciągu swego życia wiele funkcji państwowych w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.


Nie wszystko jednak kończyło się tym, że wilk był syty i owca cała. Najgorszy i najokropniejszy żart zrobił z Paca, pisarza wielkiego litewskiego. 

Był on jego  największym faworytem i towarzyszem w jego pijatykach i bijatykach.

 Jędrzej Kitowicz tak pisze o tym w swoich opisach obyczajów, że pewnego razu Karol Radziwiłł tak dokuczył swymi grubiańskimi igraszkami, że ten wyzwał go na pojedynek. "Panie Kochanku" w odpowiedzi na wezwanie Paca, udając, że się srogo się nań rozgniewał, kazał go porwać, w kajdany okuć i wtrącić do więzienia. 

Nie dość tego było, następnego dnia kazał go ubrać w śmiertelną koszulę i dysponować na śmierć w asyście księdza i kata.

 Nie pomogły płacze i prośby tak Paca jak i towarzyszy aby odstąpił od swego postanowienia. Radziwiłł dalej udawał zapalczywą cholerę i czynił się głuchym na wszelkie prośby, naglił Paca, aby klękał chyżej pod miecz katowski. 

Dopiero będąc już sytym żartu, skoczył do Paca mówiąc doń: "A widzisz ! ja ciebie lepiej nastraszył niż mnie ty pojedynkiem !". 

Poprowadził tedy Paca na pokoje, tam mu zaraz ofiarował moc prezentów. Pac naturalnie śmiercią zmieszany, a potem nagłą radością przejęty, wpadł w chorobę i trzeciego dnia umarł.

Należy jeszcze nadmienić, że Karol Radziwiłł "Panie Kochanku" był zamiłowanym myśliwym i podróżnikiem, a przy tym bajarzem, jakich mało.

"Kiedyś, jak polując na na niedźwiedzia, rozkazał obstawić knieję wozami dookoła - opowiadał książę - a dyszle tych wozów wysmarować grubo miodem. W kniei tej sadowiły się niedźwiedzie, a wiadomo jak niedźwiedzie przepadają za miodem.

Zwabione jego zapachem powyłaziły z gęstwin i poczęły chciwie oblizywać miód na dyszlach. Łakome niedźwiedzie liżąc tak miód od początku dyszla coraz dalej i dalej, same ponadziewały się tak, że początki dyszli wyszły im drugą stroną, wobec czego ruszać się nie mogły.

Chłopi z rozkazu księcia pana, wyskoczyli z zasadzki, zatkali kołami końce dyszli i ściągali z nich niedźwiedzie, jak grzyby nadziane na sznurek.

Jednego roku, który był ubogim w miód, chłopi przywieźli dwa tysiące niedźwiedzi do Nieświeża".

        W czasie innego polowania "Panie Kochanku" zapomniał śrutu i kul, a że jadł wiśnie miał tylko pestki. Nabił więc nimi strzelbę. Gdy pojawił się jeleń, strzelił do niego z pestki wiśni, ale zwierz uciekł.

 Rok później w tym samym lesie "Panie Kochanku" spotkał jelenia ... z dużymi gałęziami wiśni wyrastającymi mu z głowy.

Nie ulega wątpliwości, że miał litewski magnat słabość do niedźwiedzi. Podczas uczt urządzanych w jego pałacu, do stołu usługiwał nikt inny, jak tresowany miś. Gości swych zaś woził pojazdem zaprzężonym w sześć lub osiem niedźwiedzi.

Nie mniej ekscytujące i niezwykłe były podróże jego. Jak sam opowiadał, pewnego razu podróżując po Adriatyku (był to rok 1774), jego okręt zatonął, a załoga zginęła. Jego zaś ocaliła syrena, która się w nim zakochała i z tego związku powstały ... śledzie". Teraz już wiemy, komu zawdzięczamy rybę śledziem zwaną... :)

Ponieważ "Panie Kochanku" opowiadał dużo tych bajek i niesamowitych historii, upoważnił swego ulubieńca Borowskiego, aby go trącał pod stołem, jeśli będąc już zbyt podchmielonym, przesadzi w swoich zmyśleniach. I teraz opowiem kilka takich zdarzeń, które miały miejsce podczas kilku takich pijatyk.

"Po wypiciu kilku kielichów, opowiadał książę, że na jednym polowaniu zabił takiego lisa, który miał ogon na trzy wiorsty. Wtem Borowski trącił go ręką pod stołem
- Nie, nie tyle, panie kochanku - poprawił się książę - Miał ogon na dwie wiorsty długi.
Borowski znowu pociągnął go za kontusz pod stołem
- Ależ nie, miał tylko jedną wiorstę, panie kochanku.
Gdy trącania nie ustawały, rzekł książę zniecierpliwiony:
- Cóż u diabła ? Czy ten lis był zupełnie bez ogona, czy co ?:

Inszym razem opowiadał:
-" Czy to nie było prawdziwe zdarzenie, Panie Kochanku, kiedy raz prowadząc szwadron huzarów do ataku, zostałem ugodzony kulą armatnią tak nieszczęśliwie, że ta rozdarła mnie na dwie połowy. Wszak pamiętasz to, Borusiu ? - zwrócił się książę do Borowskiego.
- Nie pamiętam tego mości książę - odparł zapytany - bo właśnie wtedy byłem już zabity".

Znany był ze swoich niesamowitych opowieści. Opowiadał między innymi o "wjechaniu do armaty tak wielkiej, że zmieścił się w niej wraz z karocą zaprzężoną w cztery konie". Inną jego opowieścią była historia oblężenia Saragossy, kiedy kula armatnia oderwała jego Kasztance tylne nogi wraz z zadem, a ta ostatnim wysiłkiem wyskoczyła na wały twierdzy, gdzie książę Karol wysiekł był wszystkich wrogów.

Sławą  cieszyły się jego ekscentryczne upodobania, noszące jednakże znamiona owej sarmackiej fantazji i pogardy dla bogactwa.

Kiedyś latem książę Karol chciał pojeździć na saniach. A ponieważ było latem o śnieg raczej trudno, książę wpadł na koncept i wysypał na dziedziniec nieświeskiego, cukru i zaplanowany przezeń kulig, obył się.

Jedną z jego ulubionych zabaw była ta, gdy płacił wieśniaczkom za to aby siadały na drzwiach i kukały, książę zaś brał guldynę i strzelał im w "słabiznę" pieprzem.

Prócz tych wszystkich żartów, swawoli i konceptów, miał jeszcze jedną zabawę traktując ją jako żart swego pijaństwa, a były to żarty bolące dla tego i owego konfidenta, acz dla "Panie Kochanku", śmieszne i zabawne.

 Lubił skropić kijem nieznacznie z tyłu, pijącemu przybić kielich do gęby, aż do zachłystania się, nalać z tyłu za kołnierz wina leniwo pijącemu, wyrządzać figle sztuczne z obrazą wstydu białej płci - to było najmilszą zabawą Radziwiłła. Z trudem kto z jego kompani wychodził bez jakowejś obrywki.
Ale tak jak był szczodry w psikusy, tak też i w podarunki a więc i nikt urazy do niego nie chował.

Ponieważ jeszcze trochę ciekawostek posiadam w temacie swawolnego życia księcia, zamieszczę je w innym artykule, wszak ten i tak jest trochę za długi. Myślę, że również z miłą chęcią poczytacie o tym ... dalszy ciąg nastąpi !

Źródła:Dodatek naj poleca - Przeboje kuchni polskiej" - nr 1/2000
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)