Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Radziwiłł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karol Radziwiłł. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2012

Karol Radziwiłł - "Panie Kochanku" (cz. II)




" Pana Boga chwalę,
w czarta nie wierzę,
trzymam prawo,'nie znam króla,
bom szlachcic
przez głos wolny"
- tak sobie ongiś wysublimował
Karol Radziwiłł
"Panie Kochanku"
 

W poprzedniej notce (tu: Karol Radziwiłł "Panie Kochanku" (cz. I)), przedstawiłam „Panie kochanku” jako jednego z największych warchołów i okrutników, jakie ówczesne czasy widziały. Jednak nie do końca był taki bezduszny. Postaram teraz, przedstawić jego osobę w lepszym świetle niż w  poprzedniej notce.

 
Ojciec Michał Radziwiłł  "Rybeńko" nie zaniedbywał starań o majątek, porządkując swe dobra. Pozostawił więc po sobie bajeczną fortunę, nie dziw więc, że jego syn Karol Radziwiłł mógł pozwolić sobie na na wielką rozrzutność i dokazywanie.
  „Panie Kochanku” za życia cieszył się wielką popularnością, zwłaszcza wśród zubożałej szlachty, a dziś jest przedstawiany jako symbol swojej epoki. Był również pierwowzorem postaci stolnika Horeszki z „Pana Tadeusza – Adama Mickiewicza, a jego nazwisko pada w ks. XI gdy przyjmował w Nieświeżu króla Stanisława.

"Księga ta miała tytuł: Kucharz doskonały.
W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały
Stołów polskich; podług niej Hrabia na Tęczynie
Dawał owe biesiady we włoskiej krainie,
Którym się Ojciec Święty Urban Ósmy dziwił;
Podług niej później Karol-Kochanku-Radziwiłł,
Gdy przyjmował w Nieświżu króla Stanisława,
Sprawił pamiętną ową ucztę, której sława
Dotąd żyje na Litwie we gminnej powieści".

Książę Radziwiłł piastował podczas swego życia wiele funkcji państwowych w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Był miecznikiem Wielkiego Księstwa Litewskiego. wojewodą wileńskim. Po przegranej pod Słonimiem bitwie z  Rosjanami, skazany na banicję. Po ślubowaniu wierności królowi Stanisławowi Poniatowskiemu, wrócił do kraju i wszystko co utracił, zostało mu przywrócone. Otrzymał stanowisko państwowe marszałka generalnego konfederacji barskiej. Nie należy jeszcze zapominać, że był on prekursorem polskiego szkolnictwa morskiego, założył on Szkołę Majtków w Nieświeżu. 3 sierpnia 1757 został odznaczony Orderem Białego Orła.
 
” Ja żyję po Radziwiłłowsku, a król jak chce „
- Książę Karol Radziwiłł


Pewnego razu, by olśnić króla Stanisława Augusta, którego zresztą serdecznie nie lubił, a także żeby zaświecić mu w oczy swoją zamożnością (król notorycznie cierpiał na brak gotówki), książę wydał dla niego iście królewską ucztę. Były fajerwerki, srebrna i złota zastawa, stoły ozdobione klejnotami, beczki ostryg (sprowadzono je brykami z Hamburga) i piramidy mięs. Podano barszcz i rosół, wołowinę z chrzanem, kaczki z kaparami, indyki z sosem migdałowym, kapłony z sardelami, cietrzewie z buraczkami, szczupaki w szafranie, karpie na miodzie, sielawy z goździkami, niedźwiedzie łapy w soku wiśniowym, pieczone jeże i sarnie podroby z pistacjami. Trudno było zliczyć wypitych setek butelek szampanów roznoszonych na tacach win starych i czegóż tam nie było jeszcze. Powiadano, że ta uczta kosztowała Radziwiłła, przeszło dwa miliony złotych. A była to ponoć już ostatnia uczta księcia Radziwiłła.
W Pamiątkach Seweryna Soplicy, znajdziemy też wspaniały opis księcia wojewody podczas sejmiku w Nowogródku. "Panie Kochanku" napotkawszy jakiegoś szlachcica w obdartej czapce na głowie, zdjął mu ją , na swoją głowę włożył – a dał mu swoją aksamitną. Potem książę  dobrze pijany, zaczął się rozbierać, besztając szlachtę z dobrego serca. I tak jednemu dał pas złoty, mówiąc; „Darujec durniu”, drugiemu kontusz; „Na świnio”, a następnemu szpinkę brylantową; „Trzymaj ośle”, a innemu żupan; „Weź pacanie”. 

I tak zostawszy w hajdawerach amarantowych i koszuli, siadł na wozie, na którym była ogromna beczka napełniona winem, on siadł na beczce, a wóz szlachta ciągnęła po ulicach Nowogródka. Wóz co chwila zatrzymywał się, a kto chciał, nastawiał kielich lub garniec i książę odtykał czop od beczki, dzieląc zawartością jej.
W ten sposób książę był odprowadzon, aż do klasztoru, gdzie jeszcze na dziedzińcu dokazywał. Na koniec zrzuciwszy hajdawery i koszulę, kazał zlać się wodą. Czym się wytrzeźwiał od razu i poszedł do celi, gdzie podkurek zjadłszy i z ojcem Idzim pacierze

odmówiwszy, spać się położył.
 
” Gdy w 1787 roku zmarł Hieronim Radziwiłł, młodszy brat Karola, wyprawił mu wspaniały pogrzeb wraz z pogrzebem macochy swej. Świątynię pojezuicką w Nieświeżu obleczono karmazynowym aksamitem, którego użyto około 2000 łokci (… ). Po raz ostatni wystąpiły dawne Radziwiłłowskie zbroje, którymi okryta była warta przy wejściu do kościoła i w podziemiu z trumnami”. [1]
„Gdy książę odbywał w Nieświeżu żałobne nabożeństwa za dusze swoich rodziców i krewnych, przez cały tydzień odprawiano kilkaset mszy świętych – każdy ksiądz oprócz stołu i wszelkich wygód dostawał za msze, czytanie dukata, a za śpiewanie po 5 czerwonych złotych”. [1]
Reasumując, pomimo, że postać księcia była różnie oceniana przez historyków – ja czuję pewną dozę sympatii do tej postaci. Uważam ją za bardzo barwną postać. Był on typowym sarmatą, może nie był skarbnicą cnót, ale posiadał niemalże diabelską fantazję.

Źródła:
Pamiątki S.Soplicy
[1] …
Swawolna Kompanija
Wikipedia

piątek, 23 listopada 2012

Karol Radziwiłł "Panie Kochanku" (cz. I)

Dzisiaj opowiem o pewnym znanym ze swoich ekscentrycznych pomysłów, polskim sarmacie, któremu na chrzcie dano imię Karol z domu Radziwiłł, a przydomek jaki mu nadano to  - "Panie Kochanku"

Wystarczyło tylko rzec "Panie Kochanku", a wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. A dlaczego akurat taki przydomek mu nadano, spytacie? 

Ano dlatego, że było to ulubione jego powiedzonko, którym zwracał się do swoich rozmówców oraz dla odróżnienia go od Karola Stanisława Radziwiłła (1669-1710).


Ponieważ bardzo mnie zaciekawiło jego życie, spisane na kartach historii, pomyślałam sobie, że i Wy chętnie o tym poczytacie, dowiadując się o tym i owym.
 A życie, moim zdaniem, miał bardzo ciekawe i warte tego, by zaistnieć na stronach mego bloga. Ale zacznę od początku (jak zawsze zresztą).

Dawno, dawno temu, a było to w Nieświeżu roku 1734, urodził się Karol Radziwiłł, zmarł w Białej w roku 1790.


Był on najzamożniejszym magnatem w Rzeczypospolitej w II połowie XVIII wieku i jednym z najbogatszych przedstawicieli arystokracji w Europie. 

Sławą cieszyły się jego ekscentryczne upodobania, noszące jednakże znamiona owej sarmackiej fantazji i pogardy dla bogactwa. 

Ale, ale ... książę Radziwiłł nie tylko był skory do zabaw, figli, pełnych fantazji, które zawsze potrafił później wynagrodzić rozdając konia z rzędem, pasy bogate, pistolety, tabakiery i inne rozmaite bogactwa, tym, którzy jego żartów doznali. 

Można więc powiedzieć, że i "wilk był syty i owca cała".
Piastował także w ciągu swego życia wiele funkcji państwowych w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.


Nie wszystko jednak kończyło się tym, że wilk był syty i owca cała. Najgorszy i najokropniejszy żart zrobił z Paca, pisarza wielkiego litewskiego. 

Był on jego  największym faworytem i towarzyszem w jego pijatykach i bijatykach.

 Jędrzej Kitowicz tak pisze o tym w swoich opisach obyczajów, że pewnego razu Karol Radziwiłł tak dokuczył swymi grubiańskimi igraszkami, że ten wyzwał go na pojedynek. "Panie Kochanku" w odpowiedzi na wezwanie Paca, udając, że się srogo się nań rozgniewał, kazał go porwać, w kajdany okuć i wtrącić do więzienia. 

Nie dość tego było, następnego dnia kazał go ubrać w śmiertelną koszulę i dysponować na śmierć w asyście księdza i kata.

 Nie pomogły płacze i prośby tak Paca jak i towarzyszy aby odstąpił od swego postanowienia. Radziwiłł dalej udawał zapalczywą cholerę i czynił się głuchym na wszelkie prośby, naglił Paca, aby klękał chyżej pod miecz katowski. 

Dopiero będąc już sytym żartu, skoczył do Paca mówiąc doń: "A widzisz ! ja ciebie lepiej nastraszył niż mnie ty pojedynkiem !". 

Poprowadził tedy Paca na pokoje, tam mu zaraz ofiarował moc prezentów. Pac naturalnie śmiercią zmieszany, a potem nagłą radością przejęty, wpadł w chorobę i trzeciego dnia umarł.

Należy jeszcze nadmienić, że Karol Radziwiłł "Panie Kochanku" był zamiłowanym myśliwym i podróżnikiem, a przy tym bajarzem, jakich mało.

"Kiedyś, jak polując na na niedźwiedzia, rozkazał obstawić knieję wozami dookoła - opowiadał książę - a dyszle tych wozów wysmarować grubo miodem. W kniei tej sadowiły się niedźwiedzie, a wiadomo jak niedźwiedzie przepadają za miodem.

Zwabione jego zapachem powyłaziły z gęstwin i poczęły chciwie oblizywać miód na dyszlach. Łakome niedźwiedzie liżąc tak miód od początku dyszla coraz dalej i dalej, same ponadziewały się tak, że początki dyszli wyszły im drugą stroną, wobec czego ruszać się nie mogły.

Chłopi z rozkazu księcia pana, wyskoczyli z zasadzki, zatkali kołami końce dyszli i ściągali z nich niedźwiedzie, jak grzyby nadziane na sznurek.

Jednego roku, który był ubogim w miód, chłopi przywieźli dwa tysiące niedźwiedzi do Nieświeża".

        W czasie innego polowania "Panie Kochanku" zapomniał śrutu i kul, a że jadł wiśnie miał tylko pestki. Nabił więc nimi strzelbę. Gdy pojawił się jeleń, strzelił do niego z pestki wiśni, ale zwierz uciekł.

 Rok później w tym samym lesie "Panie Kochanku" spotkał jelenia ... z dużymi gałęziami wiśni wyrastającymi mu z głowy.

Nie ulega wątpliwości, że miał litewski magnat słabość do niedźwiedzi. Podczas uczt urządzanych w jego pałacu, do stołu usługiwał nikt inny, jak tresowany miś. Gości swych zaś woził pojazdem zaprzężonym w sześć lub osiem niedźwiedzi.

Nie mniej ekscytujące i niezwykłe były podróże jego. Jak sam opowiadał, pewnego razu podróżując po Adriatyku (był to rok 1774), jego okręt zatonął, a załoga zginęła. Jego zaś ocaliła syrena, która się w nim zakochała i z tego związku powstały ... śledzie". Teraz już wiemy, komu zawdzięczamy rybę śledziem zwaną... :)

Ponieważ "Panie Kochanku" opowiadał dużo tych bajek i niesamowitych historii, upoważnił swego ulubieńca Borowskiego, aby go trącał pod stołem, jeśli będąc już zbyt podchmielonym, przesadzi w swoich zmyśleniach. I teraz opowiem kilka takich zdarzeń, które miały miejsce podczas kilku takich pijatyk.

"Po wypiciu kilku kielichów, opowiadał książę, że na jednym polowaniu zabił takiego lisa, który miał ogon na trzy wiorsty. Wtem Borowski trącił go ręką pod stołem
- Nie, nie tyle, panie kochanku - poprawił się książę - Miał ogon na dwie wiorsty długi.
Borowski znowu pociągnął go za kontusz pod stołem
- Ależ nie, miał tylko jedną wiorstę, panie kochanku.
Gdy trącania nie ustawały, rzekł książę zniecierpliwiony:
- Cóż u diabła ? Czy ten lis był zupełnie bez ogona, czy co ?:

Inszym razem opowiadał:
-" Czy to nie było prawdziwe zdarzenie, Panie Kochanku, kiedy raz prowadząc szwadron huzarów do ataku, zostałem ugodzony kulą armatnią tak nieszczęśliwie, że ta rozdarła mnie na dwie połowy. Wszak pamiętasz to, Borusiu ? - zwrócił się książę do Borowskiego.
- Nie pamiętam tego mości książę - odparł zapytany - bo właśnie wtedy byłem już zabity".

Znany był ze swoich niesamowitych opowieści. Opowiadał między innymi o "wjechaniu do armaty tak wielkiej, że zmieścił się w niej wraz z karocą zaprzężoną w cztery konie". Inną jego opowieścią była historia oblężenia Saragossy, kiedy kula armatnia oderwała jego Kasztance tylne nogi wraz z zadem, a ta ostatnim wysiłkiem wyskoczyła na wały twierdzy, gdzie książę Karol wysiekł był wszystkich wrogów.

Sławą  cieszyły się jego ekscentryczne upodobania, noszące jednakże znamiona owej sarmackiej fantazji i pogardy dla bogactwa.

Kiedyś latem książę Karol chciał pojeździć na saniach. A ponieważ było latem o śnieg raczej trudno, książę wpadł na koncept i wysypał na dziedziniec nieświeskiego, cukru i zaplanowany przezeń kulig, obył się.

Jedną z jego ulubionych zabaw była ta, gdy płacił wieśniaczkom za to aby siadały na drzwiach i kukały, książę zaś brał guldynę i strzelał im w "słabiznę" pieprzem.

Prócz tych wszystkich żartów, swawoli i konceptów, miał jeszcze jedną zabawę traktując ją jako żart swego pijaństwa, a były to żarty bolące dla tego i owego konfidenta, acz dla "Panie Kochanku", śmieszne i zabawne.

 Lubił skropić kijem nieznacznie z tyłu, pijącemu przybić kielich do gęby, aż do zachłystania się, nalać z tyłu za kołnierz wina leniwo pijącemu, wyrządzać figle sztuczne z obrazą wstydu białej płci - to było najmilszą zabawą Radziwiłła. Z trudem kto z jego kompani wychodził bez jakowejś obrywki.
Ale tak jak był szczodry w psikusy, tak też i w podarunki a więc i nikt urazy do niego nie chował.

Ponieważ jeszcze trochę ciekawostek posiadam w temacie swawolnego życia księcia, zamieszczę je w innym artykule, wszak ten i tak jest trochę za długi. Myślę, że również z miłą chęcią poczytacie o tym ... dalszy ciąg nastąpi !

Źródła:Dodatek naj poleca - Przeboje kuchni polskiej" - nr 1/2000
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)