"Bardo proszę"... mocium panie..
Mocium panie... "me wezwanie"..
Mocium panie... "wziąć w sposobie"...
Mocium panie... "wziąć w sposobie,
Jako ufność ku osobie"...
"Zemsta" - A.Fredro, akt IV
Przysłowia osobiste to pewne wyrażenia lub wyrazy oderwane, które bez potrzeby a często gęsto powtarzamy z przyzwyczajenia, wtrącane podczas mówienia. Kiedyś było to nawyknieniem narodowym.
Z. Gloger w "Encyklopedii staropolskiej" pisze, "że prawie każdy Polak zarówno magnat jak szaraczek lub chłop, miał jakieś wyrażenie ulubione, które często powtarzał i po którem znano go wszędzie, a do którego dostawał nieraz przezwisko w historyi".
Tradycja przysłów osobistych jest stara jak świat, sięgająca jeszcze czasów jagiellońskich. Już wtedy niejaki Kacper Maciejowski zasłynął ze swoim osobliwym porzekadłem "bracie ku-ku".
Inny członek tego samego rodu, kanclerz wielki koronny Samuel, co i rusz nerwowo powtarzał: "wiem, wiem". A Piotr Gamrat, arcybiskup gnieźnieński, dla odmiany raz po raz rozkładając dłonie, powiadał w zamyśleniu: "wierę, nie wiem...".
W przypadku tych obydwu panów dostojników: "wiem, wiem", który dzierżył przez lata mniejszą, a potem większą pieczęć, o polityce dziwnie mało wiedział.
Gamrat "wierę, nie wiem" - protektor nauk, humanista, troskliwy mecenas Akademii Krakowskiej, hojny opiekun artystów, wspaniały żarłok, jeden z wytrawniejszych mężów stanu swojej epoki. Można byłoby powiedzieć, że ich ulubione porzekadła nijak się mają do ich życia.
Orzeczono bowiem, że jak Polska Polską nikt jeszcze nie widział większych łgarzy niż oni.
A były to dopieroż skromne początki przysłów osobistych, bo dopiero w następnych stuleciach wszelkie powiedzonka, słóweczka ukochane, indywidualne osobliwości języka rozkrzewiły się z iście sarmacką fantazją.
Dużo pisania byłoby o tych powiedzonkach osobliwych (można by, tomy napisać), bowiem wyrastały one jak grzyby po deszczu.
Ja wybrałam - tylko - niektóre z nich, te które najbardziej mi przypadły. I tak, np. Hetman Stanisław Potocki w każde omal zdanie, trzeba było czy nie trzeba, pchał swoje "re vera" (zaprawdę), że go wreszcie poczęto nazywać Rewera Potocki.
Miast Michał Kazimierz Radziwiłł starczyło powiedzieć "Rybeńko". Podobnie jak i z jego synem, księciem Karolem "Panie Kochanku".
Jan Chryzostom Pasek, jak trafnie zauważył Gloger, nie potrafił obyć się bez ulubionego "po staremu". Kanclerz Jędrzej Zamoyski co chwila wtrącał swoje "panie kochany".
A hetman Jan Klemens z Białegostoku, wszystkim powiadał "moja panno". Płeć, wiek i dostojeństwo rozmówcy były tu bez znaczenia. I pono nie inaczej zwracał się nawet do króla Stanisława.
Zabawił się kiedyś spisywaniem ich Xiążę Biskup Warmiński i zrobił podsumowanie. I wypadło mu, że do szczególniej ulubionych należały: "tandem", "tedy", "ale, ale", "jak się zowie", "uczciwszy uszy" (w formie rozszerzonej "uczciwszy uszy, upraszam pardonu") i - oczywiście - "mospanie dobrodzieju".
Pośród wielu powiedzonek trafiały się i takie, które ludzi, co ich używali wystawiali na śmieszność. Wspomina o takich K. A. Zera, przywołując postać Onufrego Łuckiewicza z Podlasia.
Inny członek tego samego rodu, kanclerz wielki koronny Samuel, co i rusz nerwowo powtarzał: "wiem, wiem". A Piotr Gamrat, arcybiskup gnieźnieński, dla odmiany raz po raz rozkładając dłonie, powiadał w zamyśleniu: "wierę, nie wiem...".
W przypadku tych obydwu panów dostojników: "wiem, wiem", który dzierżył przez lata mniejszą, a potem większą pieczęć, o polityce dziwnie mało wiedział.
Gamrat "wierę, nie wiem" - protektor nauk, humanista, troskliwy mecenas Akademii Krakowskiej, hojny opiekun artystów, wspaniały żarłok, jeden z wytrawniejszych mężów stanu swojej epoki. Można byłoby powiedzieć, że ich ulubione porzekadła nijak się mają do ich życia.
Orzeczono bowiem, że jak Polska Polską nikt jeszcze nie widział większych łgarzy niż oni.
A były to dopieroż skromne początki przysłów osobistych, bo dopiero w następnych stuleciach wszelkie powiedzonka, słóweczka ukochane, indywidualne osobliwości języka rozkrzewiły się z iście sarmacką fantazją.
Dużo pisania byłoby o tych powiedzonkach osobliwych (można by, tomy napisać), bowiem wyrastały one jak grzyby po deszczu.
Ja wybrałam - tylko - niektóre z nich, te które najbardziej mi przypadły. I tak, np. Hetman Stanisław Potocki w każde omal zdanie, trzeba było czy nie trzeba, pchał swoje "re vera" (zaprawdę), że go wreszcie poczęto nazywać Rewera Potocki.
Miast Michał Kazimierz Radziwiłł starczyło powiedzieć "Rybeńko". Podobnie jak i z jego synem, księciem Karolem "Panie Kochanku".
Jan Chryzostom Pasek, jak trafnie zauważył Gloger, nie potrafił obyć się bez ulubionego "po staremu". Kanclerz Jędrzej Zamoyski co chwila wtrącał swoje "panie kochany".
A hetman Jan Klemens z Białegostoku, wszystkim powiadał "moja panno". Płeć, wiek i dostojeństwo rozmówcy były tu bez znaczenia. I pono nie inaczej zwracał się nawet do króla Stanisława.
Zabawił się kiedyś spisywaniem ich Xiążę Biskup Warmiński i zrobił podsumowanie. I wypadło mu, że do szczególniej ulubionych należały: "tandem", "tedy", "ale, ale", "jak się zowie", "uczciwszy uszy" (w formie rozszerzonej "uczciwszy uszy, upraszam pardonu") i - oczywiście - "mospanie dobrodzieju".
Pośród wielu powiedzonek trafiały się i takie, które ludzi, co ich używali wystawiali na śmieszność. Wspomina o takich K. A. Zera, przywołując postać Onufrego Łuckiewicza z Podlasia.
"Człek to był już w latach, chudy jak kij, stary kawaler, a na płeć słabą dziwnie zawzięty. Co tylko jaką pannę zobaczył, już chciał się żenić i nie mieszkając ruszał w konkury. Kłaniał się, krygował, przestępował z nogi na nogę, wąsiska stroszył, duserami sypał jak z rękawa. I żadną miarą nie mógł pojąć , skąd się to bierze, iż każda panna, skoro dwornie zaczął się rozwodzić nad jej urodą, czerwieniała najpierw, potem tłumiła chichotanie, aż na koniec, buchnąwszy śmiechem, rzucała się do ucieczki".
I cóż też mogło być przyczyną tego? Ano, przyczyna tkwiła w ulubionych pana Łuckiewicza porzekadłach, bez których żadną miarą nie potrafił się obejść, przy komplementach także co rusz nimi sadząc. A te były: "sucha rzepko" i "natko pietruszczana" .
Może i my dzisiaj, niczym Xsiążę Biskup Warmiński, zrobimy sobie takie podsumowanie i obaczymy jakież to powiedzonka w naszym języku są najczęściej używane, zasłyszane przez Was?
Oczywiście nie mam tu na myśli wulgarnych słów: "k...", i "h..." itp, które są niemalże nagminnie używane, przez niektóre osoby. Osobiście tego nie rozumiem, przecież nasz język jest piękny i bez tych wulgaryzmów, powiedzonek.
Pośród potoku słów naszego języka, możemy znaleźć wiele innych o wiele ciekawszych wyrażeń, np: "proszę ciebie" czy też "waśnie, waśnie" jak powiadała mojej koleżanki z lat szkolnych mama, "o jagem!" mawiała często moja teściowa.
A ja, chyba też mam swoje ulubione wyrazy "troszku" i "ło matko", a Wy?? Proponuję także obejrzeć ową scenkę, w której to Cześnik dyktuje Dyndalskiemu list, jakby... Klara do Wacława.
Może i my dzisiaj, niczym Xsiążę Biskup Warmiński, zrobimy sobie takie podsumowanie i obaczymy jakież to powiedzonka w naszym języku są najczęściej używane, zasłyszane przez Was?
Oczywiście nie mam tu na myśli wulgarnych słów: "k...", i "h..." itp, które są niemalże nagminnie używane, przez niektóre osoby. Osobiście tego nie rozumiem, przecież nasz język jest piękny i bez tych wulgaryzmów, powiedzonek.
Pośród potoku słów naszego języka, możemy znaleźć wiele innych o wiele ciekawszych wyrażeń, np: "proszę ciebie" czy też "waśnie, waśnie" jak powiadała mojej koleżanki z lat szkolnych mama, "o jagem!" mawiała często moja teściowa.
A ja, chyba też mam swoje ulubione wyrazy "troszku" i "ło matko", a Wy?? Proponuję także obejrzeć ową scenkę, w której to Cześnik dyktuje Dyndalskiemu list, jakby... Klara do Wacława.
A póki co, zapraszam także na gorącą zupkę burakową, którą ugotowałam ostatnio na moim drugim blogu...
Źródła:
"Farfałki staropolskie" - Andrzej Hamerliński - Dzierożyński
"Encyklopedia staropolska" - Zygmunt Gloger
Linki do tego posta:
"Panie Kochanku" - I
"Panie Kochanku" - II

