Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilanów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilanów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Ej, kulig, kulig

"Kulig, to zabawa jeszcze od Popiela,
Ma za cel, by każdemu zalała gardziela". 
- tak pokpiwał jakiś wierszopis z czasów stanisławowskich.
    Ostatni dzień roku rozpoczyna czas szaleństw i zabawy karnawałowej. Do tych zabaw należy również kulig, który w dzisiejszych czasach odbywa się - niestety - mniej hucznie i wesoło. 

    To nie to co dawny staropolski kulig, który nie potrafił obyć się byle czym. Chociaż tak samo korzystał ze śniegu i zawsze brali w nim udział wesołe kompanie.

   Był on nieodłączną częścią karnawału, choć rozpowszechnioną bardziej między tymi, którzy z "urodzenia" lepiej sobie żyli.
   Choć kulig był typową zabawą szlachecką, brali w niej udział także plebejusze - czeladź, muzykanci, śpiewacy - miały więc one wpływ na obyczajowość wówczas żyjącego społeczeństwa.
   "Kulig zaczynał się zwykle od rozesłania wśród uczestników kuliście zakrzywionej laski, zwanej kulą. Był to sygnał zbiórki (...) Tu następował wybór starosty kuligu, tu także dokonywała się przebieranka: pojawiał się arlekin, strojono się za Żydów i Cyganów, a przede wszystkim za wiejskich weselników (...) 

   Ale wesele nie wyglądało na wiejskie wesele. Mniej skore do żartów białogłowy nie rezygnowały oto z brylantów i soboli, sanie wyginały swe przody ozdobione wspaniałymi smokami, orłami i łabędziami, a konie o grzywach farbowanych na zielono lub czerwono mknęły w świetnie dobranych dryjach (trójkach), kwatrach (czwórkach), cugach (szóstkach) czy wreszcie najbardziej może kuligowych - szpicach (cztery konie ustawione jeden za drugim). 

   Cóż z tym przepychem (...) mogli mieć wspólnego chłopi!" [1]
   W Prusowej "Placówce" jest równie opisany kulig, który napotkał Owczarz wiozący drzewo z lasu. Musiał na chwilę się zatrzymać, ponieważ konie ciężko pod górkę miały ciągnąc sanie wypełnione drzewem.

   "I nim się Owczarz opamiętał, otoczył go rój panów w maskach, piórach, bogatych strojach z szablami, miotłami i gitarami w rękach. Jedni chwycili sanie z drzewem, drudzy jego samego, wepchnęli na szczyt niebezpiecznego wzgórza, sprowadzili na dół i postawili w takim miejscu, skąd już mógł wrócić do domu bez wielkich trudów". 

   Owczarz patrzył z podziwem na przebierańców, zwłaszcza, że  przez chwilę mógł oglądać ich jak idą w korowodzie przy dźwiękach poloneza Ogińskiego. 

   Nawet wysunął spod kożucha noszoną przez siebie znajdę, aby jej ślepka też mogły przyjrzeć się "A patrzaj, patrzaj, o!... na tych... to kominiarz, tamto kowal, ten gra na gitarze, ten niby chłop, ale naprawdę to wszystko panowie przebrani, tak ot sobie, dla zabawy..." l2]

^^^powiększ
„Kulig” – Józef Chełmoński  1884 r.
Źródło:
Galeria malarstwa polskiego
   A sam kulig, to dopieroż była jazda, szalona jazda końmi jakby wypożyczonymi z obrazu Chełmońskiego, a zarazem swoiste sąsiedzkie odwiedziny. 

   I tak krążono od jednego do drugiego dworu. Zdarzało się nawet i tak, że szlachcic wyjeżdżając na kulig potrafił wrócić do swojego doma i po kilku tygodniach.
 
   Ówczesne kuligi bywały wesołymi i hucznymi zabawami a zarazem wyrazem szlacheckiej jowialności i gościnności. 

   Zabawę tę traktowano przede wszystkim jako pretekst do objadania i opijania sąsiadów. Przyjeżdżali tacy do jakiegoś tam gospodarza, pustoszyli mu spiżarnię, "wysuszając" - tak przy okazji - piwnicę, a często wyrządzali szkody i sprawiali niemałe kłopoty. 

   Ale zanim spustoszono zapasy, powiadamiano gospodarzy o wizycie jakimś wesołym wierszykiem. Czasem bywało tak, że dopiero dziarskie powiedzenie "kulig jedzie, zje, wypije i pojedzie", wykrzykiwane pod oknami - uprzytomniało, że zbliża się nawała gorsza czasem od tornado...
   I rzeczywiście była to prawdziwa nawała, po której gospodarz nie mógł dojść do się! Panowie bracia tęgo zalewali gardziela podczas kuligów, a nieraz na dodatek szpetnie je sobie krwawili kiedy sięgnęli do szabel.
 
   Podczas tej kuligowej "zamieci" nie może zabraknąć opisu  największego kuligu w Polsce, a przynajmniej najsławniejszym, który przeszedł do historii. Odbył się on 20 stycznia 1695 roku.

   "Dyń, dylin... Tatarzy komunikiem na przedzie, potem przeszło setka baśniowych sań ze zwałami sobolich, a nawet lamparcich futer. 

   Dziesięć kapel, wśród których nie zabrakło żydowskich cymbałków czy teorbanów w rękach rozśpiewanych mołojców. 

   Ktoś rzucający pocieszne wierszyki z pojazdu w kształcie pegaza, a wreszcie oddział drabantów w tęczowych mundurach, galopujący z tyłu jako eskorta.

   Szlachta ta wiła się po warszawskich ulicach, zgarniając Radziwiłłów, Potockich, Lubomirskich i Sapiehów, których pałace kolejno odwiedzano, a w końcu pomknęła do Wilanowa, gdzie oczekiwały jej ichmoście królewskie: Jan i Marysieńka (...) 

   Stary, schorowany i trochę gderliwy król nie jest pewnie zadowolony. Wie, że to wszystko jest tylko płochą chwilą historii, a poza tym... nie patrzy już świetlistym, rozkochanym wzrokiem na Marysieńkę. 

   Smucą go jej intrygi i wojna z synem, królewiczem Jakubem. Zawiódł się na nich obojga straszliwie i męczy go dwór, świat, polityka, a może również przeczuwa, że pozostało mu jeszcze dokładnie pół roku życia..." [1]

Źródła:
[1] "Kalendarz Polski" - Józef Szczypka, W-wa 1984
[2] "Placówka" - Bolesław Prus, rozdział szósty  
==================================================

P.S.
Pragnę również poinformować, że na moim innym blogu napisałam przepis > klik Cannelloni z farszem szpinakowym  - zapraszam. 

==================================================

Link do tego postu
 Sylwestrowe szaleństwa w dawnej Polsce
 
Post w ramach przenosin z bloga o tradycjach. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)