piątek, 31 sierpnia 2012

Fryzury - koafiury ....


Włosy stanowią bardzo ważny atrybut mody - począwszy od chwili, kiedy pierwszy zarośnięty człowiek jaskiniowy zachwycił się leniwcem swego kumpla z pieczary. Sądził, że to dandys z najmodniejszą fryzurą, i natychmiast pognał do głównego fryzjera hordy, żeby obsmyczył go w tym samym stylu ostrym kawałkiem krzemienia. Odtąd ludzie wyczyniali najróżniejsze rzeczy ze swoimi włosami, by mieć najmodniejszą fryzurę. Nie uwierzycie, jakich sposobów się imali, ileż trzeba było wycierpieć, by utrzymać się na topie.

 

Z dziejów fryzjerstwa 
Pierwotnie obcinano włosy dla wygody - długie utrudniały wykonywanie codziennych czynności. Ówczesny "fryzjer" miał do dyspozycji tylko nóż lub ogień. Początki cywilizacji to pierwsze narzędzia fryzjerskie - na terenie Mezopotamii znaleziono coś podobnego do brzytwy, w Egipcie narzędzie do cięcia włosów w kształcie sierpa. Wszystkie cywilizacje znały grzebienie i szpile do spinania włosów.
Prawie w każdej epoce pożądanym elementem fryzury były loki. Wśród mężczyzn i kobiet ze starożytnego Egiptu modne było fryzowanie sobie włosów przez owijanie ich wokół rozgrzanych metalowych prętów i utrwalanie woskiem pszczelim. Ułożenie fryzury zajmowało wieki! Ale to nie wszystko (naród ten szczególnie dbał o włosy), nacierano je pastą ze sproszkowanych oślich zębów, aby stały się mocniejsze. Pomysłowi Egipcjanie warzyli specjalne odżywki z krokodylowego, wężowego i lwiego tłuszczu. Po takiej kuracji można było liczyć, że delikwentowi włos z głowy nie spadnie!    
                                                                                                                        W XVIII w. obcięte pukle nawijano na wałki i gotowano w wodzie z gliceryną. Uzyskane w ten sposób trwałe loki mocowano do fryzury. Przełomem w tej dziedzinie było wynalezienie trwałej ondulacji w latach 20. XX wieku.
 
Moda 
Dawniej moda narzucała określony kanon urody uzupełniany przez strój i fryzurę. Grecja i Rzym to czasy loków. Kręcone włosy upięte misternie za pomocą specjalnych urządzeń były ideałem antyku. Średniowiecze nie zostawiło wiele pracy fryzjerom - preferowano włosy proste, długie, czesane z przedziałkiem pośrodku głowy.
   Modna była wydłużona sylwetka, z czym dobrze komponowały się wysokie czepce, pod którymi kobiety zamężne ukrywały włosy. Rozpuszczone kobiece włosy były odbierane jako znak grzesznej natury kobiety - kusicielki. Stąd nakaz zakrywania włosów przez mężatki.

Zamężne damy chowały włosy do znajdującej się z tyłu głowy siatki, zaś czoło zdobiły klejnotami. W tym czasie modne były czoła wysokie. Damy rozpoczynały więc dzień od golenia zbędnego owłosienia głowy.

Polskie słowo "białogłowa", oznaczające kobietę pochodzi od białego czepca, który przywdziewała ona w dniu ślubu i bez którego nigdy już się publicznie nie pokazywała.

Starożytni Rzymianie raczej nie kwapili się do mycia włosów, gdyż wierzyli, że ta czynność może odpędzić potężnego opiekuńczego ducha głowy. Być może ten przesąd powstał za sprawą Plutarcha, który pouczał Rzymian, iż powinni zmywać sobie głowy tylko raz w roku, 13 sierpnia.

XVII wiek to wspaniałe koafiury zaczesywane wysoko do góry. Misterne fryzury utrzymywały kształt dzięki specjalnym konstrukcjom. Niewygodne? Potem było już tylko gorzej - naturalne fryzury zostały wyparte przez monstrualne peruki, które zniknęły dopiero z końcem XVIII wieku. Na początku wieku XIX inspiracją dla modniś były antyczne wzorce, które ustąpiły miejsca skomplikowanym fryzurom łączącym loki, koki i upinane warkocze.

Fryzura wyrazem buntu 
Lata 20. XX wieku przyniosły rewolucję - kobiety obcięły włosy. Fryzura po raz pierwszy stała się symbolem buntu przeciwko panującym stosunkom społecznym - wyrazem emancypacji kobiet. Kolejna radykalna zmiana miała miejsce w latach 60 - kto nie pamięta szoku, jaki wywoływały zarośnięte głowy Beatlesów? Po wiekach misternie dopracowanych koafiur szukająca własnej drogi młodzież zarządziła odwrót od tradycji. Nieco później pojawiło się pokolenie "dzieci kwiatów" z długimi, rozpuszczonymi włosami. W drugiej połowie lat 70 szok wywoływali pankowcy w skórach, ciężkich butach, z krótkimi, sztywnymi fryzurami. Nieskrępowane wymogom mody, oryginalne fryzury stały się jednym z elementów rewolucji kulturowej i obyczajowej.

Peruki 
Peruki świadczą o tym, jak ważne jest dla ludzi bujne owłosienie głowy. Używano ich już w Mezopotamii, ale prawdziwą furorę zrobiły w starożytnym Egipcie. Nosili je wszyscy - bogaci z włosów ludzkich, zaś biedni z filcu lub włókien roślinnych. Skóra głowy pod perukami była ogolona. W Grecji i Rzymie w powszechnym użyciu były treski wpinane w skomplikowane fryzury. Rzymianki wykorzystywały też jasne włosy niewolnic, które wpinały tak, by imitowały ich własne.

Sztuczne włosy wróciły do łask w połowie XVI wieku dzięki królowej Elżbiecie I, która nosiła perukę w kolorze intensywnie rudym. Odkąd zaś na początku XVII wieku łysinę zaczął ukrywać król Francji Ludwik XIII, stały się już nieodzownym elementem stroju kobiet i mężczyzn. Peruka nabrała rangi symbolu pozycji społecznej i prestiżu. Jedno było pewne, że im wyższa fryzura była, tym była modniejsza.

Pod koniec XVII wieku bogaci mężczyźni i kobiety w całej Europie byli absolutnie opętani obsesją mody - perukami. Ale to nie były takie zwykłe peruki, lecz ... teatr jednej głowy, prawdziwe dzieła sztuki! Arystokratki - szczególnie damy z kręgu francuskiej królowej Marii Antoniny (1755-93), słynącej z namiętności do strojów i zbytku - uważały, że prawdziwa elegantka powinna paradować z historyczną sceną na głowie. Tak więc na szczycie damskich głów rozkwitały ogrody lub cumowały frachtowce. Peruki były tak wysokie, że fryzjer musiał czasami wchodzić na drabinę.

Jan Chryzostom Pasek tak pisał o perukach, które przywiozła do Polski Maria Ludwika - "rzadko było obaczyć czupryny, tylko łby jak pudła największe, aż jasność okien zasłaniały".

Peruki męskie początkowo przyjmowały formę opadających na ramiona loków, by potem zamienić się na zaczesane do tyłu i zakończone kitką.

Fryzura nie siada! - czyli jak tworzono te niezwykłe uczesania 
Francuscy mistrzowie sztuki fryzjerskiej układali włosy na drucianych ramach (podobnie jak dzisiaj układa się kompozycje kwiatowe), a kształt fryzurom nadawali poduszeczkami z końskiego włosia.

Fryzurę utrwalano, nakładając na włosy ogromne ilości smarowidła zwanego pomadą. Był to XVIII-wieczny odpowiednika dzisiejszego żelu do układania włosów, lecz pomadę robiono ze smalcu, czyli tłuszczu wytopionego z mięsa. Aby stłumić jego woń, dodawano perfum - wyobraźcie sobie ten zapach ...

Na koniec obficie posypywano eleganckie głowy pudrem. Ten "fryzjerski łupież" robiono z mąki. Czasami barwiono go n różowo, niebiesko bądź żółto, aby fryzura pasowała kolorystycznie do sukni damy.

I wreszcie fryzjer dodawał elementy mające tworzyć dzieło sztuki - koszyki z kwiatami, misy z owocami ... studnię, wiadro na odpadki - słowem wszystko co mogło się przydać. 

Pielęgnacja 
Greczynki myły głowy w mieszance popiołu i gliny. Zachowały się też średniowieczne przepisy na pielęgnację włosów - myło się je roztworem saletry i zmiażdżonej cieciorki. Bywały jednak epoki kiedy unikano mycia, także głowy. Higienę miało zastąpić pudrowanie i perfumowanie. Właśnie w tych czasach, czasach peruk (najczęściej wykonanych z włosia końskiego) z wymyślnymi konstrukcjami na głowie, które było siedliskiem wszy i innego robactwa, a nawet myszy gniazdka sobie wiły. Przykładem być może Lady Coke Norfolk, która poroniła z przestrachu po wykryciu w swojej koafiurze ... myszy. XVIII wieczny elegant czy elegantka wyposażony był więc w sprzęt do walki z insektami: różnego rodzaju młoteczki (od metalowych do złotych), łapeczki a także pułapeczki. Powiedzcie sami, iż historia fryzur XVIII wiecznych jest niesamowita!!! Jeszcze w latach 50 i 60. XX wieku zalecano mycie głowy nie częściej niż raz na 10-14 dni. Żeby nie chodzić z tłustymi włosami, należało je myć "na sucho", np. zmieloną kaszą jęczmienną. Dopiero pod koniec lat 70 zalecano myć głowę stosownie do własnych potrzeb.
 Źródło: SILVA RERUM

Symbolem braku higieny był kołtun polski, który szczególnie doskwierał chłopom. Kołtun to sfilcowana plątanina niemytych i nieczesanych włosów. Długo tego typu "fryzury" nie wiązano z brakiem higieny. Otaczano ją za to wieloma przesądami. Kołtun uważano za siedlisko złych demonów i wierzono, że "wyciąga" z ciała różne choroby. Panowało przekonanie, że obcięcie go grozi ślepotą, głuchotą lub szaleństwem, więc czekano, aż sam odpadnie. Metodą na pozbycie się kołtuna było picie wódki, w której namoczono inny kołtun lub zjedzenie ugotowanego jeża.

Pstro na głowie 
Nie było chyba epoki, w której kobieta byłaby zadowolona z barwy swoich włosów. Już Egipcjanki nauczyły się wykorzystywać hennę i indygo do nadania czerwonego lub granatowego połysku włosom. Greczynki rozjaśniały włosy z pomocą rumianku i promieni słonecznych. Fryzjerzy preparowali "farby" do włosów z mieszanki ziół, soli mineralnych, miedzi i ołowiu. Bywało, że owe "farby" wypalały włosy i parzyły skórę głowy.

Rzymianki również rozjaśniały włosy. Używały do tego celu specjalnego mydła i koziego tłuszczu, popiołu i buczyny. W średniowieczu wynaleziono bardzo trwałą farbę z łupin orzecha, tlenku ołowiu i siarczanu miedzi, która barwiła włosy na czarno. 
                                                                                                           W XVIII wieku kolor włosom nadawano za pomocą barwnego pudru. Koafiurę jakakolwiek by nie była, koniecznie trzeba było najpiękniej upudrować. Bo na całe XVIII stulecie jak śnieg nieprzerwanie sypał się zewsząd delikatny pył pudru. Najczęściej białego. Choć i kolorowy się trafił, gdy wymagała tego barwa sukni albo fantazja elegantki. Toteż zawsze na "gotowalni" (toaletce) damy leżał sobie "łabędzik" - z przyszytego do irchy puchu zrobiona kulka pierzasta, opatrzona w rączkę, którą ująwszy, można było delikatnym dotykiem puder rozprowadzić, lub lekko potrząsając, osypywać sobie na głowę.

Jejku jakże się babcia rozpisała i "o mały włos" byłoby tego jeszcze raz tyle. Ten jest szczęśliwym, kto ma "czuprynę jak u Absalona" (bujną), a na pociechę łysym powiem, że "wulkan trawą nie zarasta"  :) I jeszcze jedno - przy mnie - "włos wam z głowy nie spadanie" ... :)
Pomocne źródła:  
WIKIPEDIA
SILVA RERUM
"Wrzask mody" - Michael COX
"KALENDARZ POLSKI" - Józef Szczypka
"FARFAŁKI STAROPOLSKIE" - A. Hermeliński-Dzierożyński

niedziela, 19 sierpnia 2012

Ogłaszam przerwę !!

Moi drodzy ponieważ ostatnio nie mogę z niczym się wyrobić czy to w: ogrodzie, domu i na blogu - powstało wiele zaległości, które muszę nadrobić. W związku z tym chwilowo zawieszam swoją działalność blogową. Wybaczcie, ale jak tylko sobie wszystko poukładam, zaraz do Was tu wrócę :)

Zanim jednak chwilowo Was opuszczę, chciałam się pochwalić moim fiołkiem afrykański i ozdobnymi dyniami.
 Muszę powiedzieć, że postawienie fiołka w ogrodzie bardzo mu służy (w domu był mniej uroczy), natomiast tych dyń ozdobnych mam mnóstwo i dzielę się nimi ze wszystkimi znajomymi. Oprócz nich rosną jeszcze i dynie zjadliwe a jak duże będą, to jeszcze niewiadoma.


Tak jak już wcześniej pisałam, przez lata gromadziłam różne gazety oraz wycinki z nich. Żeby to uwiarygodnić zrobiłam fotkę. W moim "biurze" jest tego pełno (biurko całe  zawalone i cztery reklamówki ... też) i zaczynam się już w tym wszystkim sama gubić, muszę zrobić porządek! Potem gdy już wszystko sobie uporządkuję, to chociaż będę wiedziała gdzie co mam i będę znowu bez przeszkód pisać, bo teraz to mnie nerwy zjadają jak coś mam w danym temacie napisać i nie mogę znaleźć. Porządeczek musi być!!!


I na koniec jeszcze kilka dowcipów od Anuli.
===================
W pubie o bardzo ciemnym wnętrzu siedzi przy barze znudzony facet i popija drinka.. Czuje że obok tez ktoś siedzi i zagaduje:
- Eee, opowiedzieć ci dowcip o blondynce?
Na to głos (kobiecy):
- No możesz.. Ale musisz wiedzieć, ze jestem blondynka 1,80 wzrostu i 70 kg wagi i jestem naprawdę silna. A obok mnie siedzi tez blondynka 1,90 wzrostu, 80 kg wagi i podnosi na co dzień ciężary. A jeszcze dalej przy barze siedzi też blondynka, 2 metry wzrostu, mistrzyni w kick-boxingu.. Dalej chcesz opowiedzieć ten dowcip?
Facet pociąga powoli ze szklanki, myśli i mówi:
- Nie, już nie.. Pieprze to - nie będę go trzy razy tłumaczył..
=========================
- Co ci się stało w oko?
- Dostałem śrubokrętem od sąsiadki.
- Przez przypadek?
- Nie, przez dziurkę od klucza.
======================================
Mąż wchodzi na wagę łazienkową i z całej siły wciąga brzuch. Żona patrzy na to z politowaniem i pyta:
- Myślisz jełopie, że ci to pomoże?
- Oczywiście, że pomoże. Tylko w ten sposób mogę zobaczyć ile ważę.
=================================
 Przychodzi facet do lekarza cały pogryziony, lekarz się pyta:
- Co się panu stało?
- Przyszedłem trzeźwy do domu i pies mnie nie poznał.
============================
 Jasnowidz mówi do mężczyzny:
- Jest pan ojcem dwójki dzieci.
- Tak pan myśli? - zaśmiał się mężczyzna i sprostował:
- Ja jestem ojcem trójki dzieci.
- To pan tak myśli? - zaśmiał się jasnowidz.
=========================
Staruszek na spowiedzi:
- Proszę księdza, w czasie wojny ukrywałem Żyda w piwnicy.
- To bardzo dobry uczynek!
- Ale proszę księdza, za każdy dzień musiał mi płacić 100 dolarów.
- Ryzykowałeś życiem, to nie grzech.
- Co za ulga - mówi staruszek, oddala się na parę kroków, jednak po chwili wraca i niepewnie pyta:
- A może powinienem mu powiedzieć, że wojna się już dawno skończyła?
==============

Życzę samych pogodnych dni, a wrzesień zawsze, przeważnie pięknym miesiącem bywa ...

wtorek, 14 sierpnia 2012

Co postawi kwiaty na nogi

Wcześniej już napisałam tutaj Przedłużamy żywot kwiatom ciętym, tak ogólnie o kwiatach w wazonie. Obiecałam jeszcze, że napiszę także o wymaganiach poszczególnych kwiatów. Nie wystarczy wszak wstawić kwiaty do wazonu z wodą.

Każdy gatunek ma inne wymagania. Jedne nie znoszą, by "torturować" im łodygi, parzyć je albo miażdżyć, bo pąki wówczas się nie rozwijają a kwiaty szybciej więdną. Zanim jednak je wstawimy do wazonu, warto wiedzieć, kiedy jest najlepiej je zerwać z ogródka. Najlepiej robić to rankiem lub wieczorem, ale nigdy tuż po deszczu ani gdy są pokryte rosą. Do ścinania kwiatów zawsze używamy ostrego noża i od razu przycinamy łodygi i usuwamy z nich dolne liście.


Róże ... Najlepiej sprawdzić ich świeżość, delikatnie naciskając na główkę, powinna być twarda. Kolce obłamuj ręką (nie ścinaj) ich nożem, by nie skaleczyć skórki. Róże najlepiej przyciąć wieczorem i oskrobać końcówki łodyg. Nie lubią także towarzystwa innych roślin.

Tulipany ... Mieliście kiedyś wrażenie, że po kilku dniach bukiet z tulipanów wyrósł? To nie złudzenie, one naprawdę rosną w wazonie! Ich łodygi wyginają się ku światłu. Jeśli chcesz mieć kształtny bukiet, musisz je przycinać. A poza tym dobrze jest końce łodyg przekłuć szpilką. Gdy kwiaty zwieszają główki, wystarczy postawić je na 2 godziny pod lampą, dzięki temu się podniosą.

Gerbery ... Ich łodygi powinny być zanurzone w wodzie (3-4 cm) i trzeba je skracać codziennie o pół centymetra. Aby dłużej stały, w końce łodyg wetknij zapałki siarką do góry. Kwiaty te mają łodygi puste w środku, należy je więc odpowietrzyć. W tym celu należy nakłuć je szpilką powyżej poziomu wody.

   
Lewkonie ... Są sprzedawane wraz z korzeniami, których nie należy przycinać. Wstaw je do wazonu, tak by tylko korzenie znajdowały się w wodzie. A jeśli posiadasz je na ogrodzie, to trzeba je też wyrwać z korzeniami, wtedy gdy większość kwiatostanów jest rozwinięta, ponieważ pąki nie rozwijają się w wazonie. Wyrywanie roślin z korzeniami pozwala na zwiększenie ich trwałości, a przywiędnięte w czasie transportu rośliny, szybko odzyskają "wigor" po wstawieniu do wody.

Mieczyki ... Wymagają sporo wody w wazonie. Wodę należy zmieniać codziennie.

Lilie ... Powinno się odciąć ostrym nożem końcówki łodygi (ok. 3 cm) i wstawić je najpierw do ciepłej wody (ok. 25 st.). Z rozwiniętych pąków trzeba systematycznie usuwać pylniki (brudzące części na pręcikach), ponieważ przyspieszają one starzenie się rośliny. Kwiaty nie mogą stać w słońcu.


Narcyzy, poinsecje, maki ... Ich łodygi wydzielają śluz szkodliwy dla innych roślin. Dlatego te kwiaty najlepiej ustawić osobno na jedną dobę, aby wypłynął śluz. I dopiero wtedy umieścić je we flakonie z innymi kwiatami. Możesz też zanurzyć łodygi we wrzątku lub przypalić nad płomieniem.

Życie narcyzów, irysów, bzu, groszku pachnącego, frezji, róż, oraz goździków przedłuży dodanie do wody łyżeczki cukru. Dostarcza on kwiatom energii, ale sprzyja rozwojowi bakterii. Aby zahamować ich namnożenie, można dodać do wody tabletkę aspiryny (1 tabletka na litr wody). Z kolei astrom i lwim paszczom dobrze zrobi łyżeczka soli, a tulipanom zanurzenie końców łodyg w spirytusie lub wódce.

     
Peonie ... Podcinamy pod wodą i zanurzamy ich końce na kilka minut w spirytusie. O piwoniach pisałam też tu: Piwonia - królowa wiosny


Chryzantemy ... Będą długo świeże, gdy łodygi włożymy na kilka sekund do wrzątku lub przypalimy nad ogniem.  

Jeszcze kilka domowych sposobów na kwiatki w wazonie  ... Jeśli rośliny wyglądają na nieco zmęczone, warto je odświeżyć. W łodygi ciętych kwiatów szybko wnika powietrze, zatykają się wtedy i źle chłoną wodę. Zanurzenie ich końców we wrzątku, a następnie włożenie do wody z lodem, odkurcza włókna i skutecznie przedłuża kwiatom życie.

... Możesz do wody dodać kilka kostek lodu. Zmieniaj wodę kwiatom co 2 dni, a w upalne codziennie. Jeśli jednak dodamy gotową odżywkę (kupioną w kwiaciarni), uzupełniaj już tylko roztwór świeżą wodą (rośliny "piją" dziennie ok. 3 cm).

Końce łodyg warto zwilżyć i zanurzyć w sproszkowanym węglu drzewnym przed wstawieniem kwiatów do wazonu (można też wrzucić kawałek węgla albo miedzi do wazonu). Pomocne będzie także zakwaszenie wody: wrzucamy do niej tabletkę aspiryny lub wsypujemy pół łyżeczki kwasku cytrynowego. Hamuje to rozwój bakterii.

Rośliny z własnej rabatki bez szkodników

 Jeśli na kwiatach przyniesionych do domu z ogródka zauważyłaś np. mszyce, pozbądź się ich domowym sposobami.

Są proste, niedrogie i skuteczne. Większość pajęczaków pasożytujących na roślinach skutecznie odstraszy siarka (zdrap ją z kilku zapałek i dodaj do wody w wazonie). Można także użyć do spryskiwania wywaru z tytoniu. Weź pół paczki zgniecionych lub połamanych papierosów (uważajcie podczas gotowania woda lubi kipieć), zagotuj w litrze wody. Ostudź wywar i spryskaj nim obficie kwiaty - w wannie lub na balkonie - a mszyce znikną. Niestety, ale teraz papierosy nie są wcale takie tanie, zamiast nich możecie użyć herbaty.

Takie kwiaty jak: irysy, maki, narcyzy i piwonie (peonie) wymagają cięcia w fazie zamkniętego pączka, inne: nagietki, słoneczniki, chryzantemy czy tawułki powinny być cięte w pełni rozkwitu.

Poza tym kwiaty nie lubią ścisku, więc nie wiążmy ich i nie wkładajmy ich w zbyt dużych bukietach do wazonu, aby nie miały za ciasno.
 
  

niedziela, 12 sierpnia 2012

Kompot z pomarańczą i rabarbarem

 

Składniki:

... 1 kg rabarbaru, 4 lekko kwaśne pomarańcze z cienką skórką, 250 g cukru.
... Łodygi rabarbaru pokroić na kawałki długości ok. 3 cm.

Przygotowanie:
Pomarańcze wyszorować, z jednej zetrzeć skórką. Skórkę włożyć do rondla, zalać szklanką wody, dodać cukier. Mieszać drewnianą łyżką do chwili zagotowania. Gotować jeszcze 3-4 minuty. Dodać rabarbar. Gotować na małym ogniu ok 10 minut, aż rabarbar będzie miękki ale się nie rozpadnie.

Pozostałe trzy pomarańcze obrać, podzielić na cząstki, zdjąć błonki. Skórki wyrzucić. Pomarańczę z której starto skórę, przekroić, wycisnąć z niej sok.

Kawałki rabarbaru i cząstki pomarańczy ułożyć w głębokiej salaterce, zalać wodą z gotowania i sokiem wyciśniętym z pomarańczy.

Kwaskowy rabarbar  .... rabarbar zawsze dokładnie myjemy, obcinamy zdrewniałe końce oraz części z liśćmi. Jeżeli potrzeba usuwamy też włókna. Następnie kroimy na kawałki.

Nie należy kupować zbyt dorodnych, grubych łodyg - często są zdrewniałe i włókniste.
Aby zmienić smak rabarbaru, można gotować go z miodem lub zalać sokiem owocowym.

   Botanika mówi, że to warzywo, my raczej widzimy w nim owoc. Inaczej nazywa się rzewień. Można z niego robić nie tylko lubiane kompoty.
 Rabarbar występuje w kilku odmianach: cały zielony, z czerwoną skórką i zielonym miąższem, z czerwonym miąższem i zieloną łodygą. Ten pierwszy jest najkwaśniejszy, ma też najgrubsze łodygi.

 100 g rabarbaru ma tylko 16 kalorii,zawiera dużo potasu, wapń, magnez, żelazo, witaminy C, B1 i witaminę A. Jest zasadotwórczy, dlatego warto go łączyć z mięsem, które zakwasza organizm.

 Mimo właściwości zasadotwórczych, rabarbar zawiera kwas szczawiowy. W większych ilościach jest on szkodliwy, może zaburzać pracę jelit, nerek. Podobno wrażliwe organizmy znoszą bez złych skutków tylko 10 g rabarbaru.

 Kwas szczawiowy utrudnia przyswajanie wapnia. Dlatego gdy podajemy rabarbar, powinniśmy zadbać o dodatek bogatych w wapń produktów mlecznych.

 Wprawdzie rabarbar jest dostępny przez całe lato, ale najlepiej nie jeść go po 24 czerwca. Od tego czasu w jego łodygach zwiększa się wyraźnie zawartość szkodliwego kwasu szczawiowego.

 Świeży rabarbar ma sprężyste, sztywne łodygi, z których po przekrojeniu powinien wypływać sok. Przechowuje się go w lodówce ale najwyżej 3-4 dni. Później traci soczystość.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Żeberka wieprzowe na ostro

Obecnie studiuję książkę Katarzyny Pospieszyńskiej pt. "Przygoda kulinarna". Książka ta przedstawia wybór egzotycznych potraw, które wywodzą się z poza europejskich kręgów kulturowych. Są to potrawy nie tylko najlepsze smakowo, ale również takie, których przyrządzenie nie powinno sprawić nam trudności.

 Ilustracja z książki - "Przygoda kulinarna"
   "Wszystkie przepisy zamieszczone w tej książce zostały wypróbowane w naszej kuchni. Czasem pierwotna receptura została nieco zmieniona. Tam, gdzie było to możliwe bez uszczerbku dla smaku, składniki oryginalne zastąpiono składnikami u nas dostępnymi. W kilku przypadkach podane zostały przepisy oryginalne z nadzieją, że szczęśliwi posiadacze odpowiednich przypraw będą mogli przyrządzić potrawę w całej krasie". Taki jest wstęp w tej książce.

   Jak autorka podaje, tłumaczenie nie zawsze oddaje fonetykę języka kraju, z którego dana potrawa pochodzi. Kuchnia, szczególnie Wschodu lubuje się w nieco dziwnych jak dla nas nazwach. I tak np. turecka potrawa "Kadin Budu Kofte" w dokładnym tłumaczeniu brzmi: "kobiece kształty siekanego kotlecika", my byśmy powiedzieli o wiele krócej i prościej, np. "zgrabne kotleciki" lub po prostu - kotleciki. Wybrałam z tej książki na dzisiaj żeberka zrobione na ostro i myślę, że przypadną Wam do gustu.

Żeberka wieprzowe na ostro 
 
(SHEW PYE GULT - Chiny)  Proporcje dla 4 osób
================
Przepis oryginalny
============
Składniki:
- 1 kg żeberek wieprzowych

Marynata:  4 łyżki sosu sojowego, 1 łyżeczka soli, 1 łyżeczka miodu, 1 łyżeczka słodkiej pasty sojowej, 2 roztarte ząbki czosnku, 1 półcentymetrowy kawałek korzenia imbiru (drobno posiekany), 1/2 łyżeczki "pięciu przypraw" (HEONG LIU FUN), 3 łyżki oleju jadalnego, 1/2 szklanki wytrawnego białego wina, 1 łyżka pasty sezamowej.

Przygotowanie:
Dokładnie wymieszać składniki marynaty. Żeberka podzielić na porcje, zalać marynatą, odstawić na noc w chłodne miejsce

Zlać marynatę, odstawić. Mięso przełożyć do brytfanny, wstawić do gorącego piekarnika (220 st. C). Podczas pieczenia zlewać tłuszcz i smarować mięso marynatą. Prawidłowo upieczone żeberka powinny być zrumienione, chrupiące, a w środku soczyste.

Podawać z sosem śliwkowym MUI JEUNG i z bułeczkami na parze MAN-TOU.
==================
Przepis w naszej kuchni 
=============
Składniki: 
- 1 kg żeberek wieprzowych
Marynata: 4 łyżki miodu, 2 łyżki octu (6%) i 2 łyżki wody, 1 łyżka cukru, 4 łyżki sosu sojowego lub 1 i 1/2 łyżki przyprawy maggi, 2 i 1/2  łyżki wody, 2 roztarte ząbki czosnku, szczypta imbiru (dowolnie), 1/4 łyżeczki cynamonu, 1 goździk, 2 łyżki wytrawnego białego wina lub wódki wyborowej (dowolnie).

Przygotowanie:
Żeberka kroimy na 8 porcji i zalewamy wcześniej przygotowaną marynatą. Odstawiamy na noc w chłodne miejsce. Piec w rozgrzanym piekarniku (190 st. C) przez godzinę, odlewając tłuszcz, smarować mięso marynatą.

Podawać z ryżem na sypko lub z bułeczkami na parze.

Życzę smacznego ... 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Ziemniak i chrzan ileż zdrowia nam da.


ZIEMNIAKI
Kojarzą nam się przede wszystkim z jedzeniem, powiedzmy sobie, że wielu z nas nie wyobraża sobie obiadu bez ... ziemniaków. Ale ziemniaki to nie tylko nasz codzienny posiłek, posiada on również właściwości lecznicze, które są niebagatelne. Niby taki prosty ziemniak z "urodzenia" a jednak zobaczcie co potrafi ...
Kompresy z surowych utartych ziemniaków goją nawet bardzo zastarzałe rany. Stosuje się je także do usuwania skutków odmrożeń, oparzeń i stłuczeń. Startą papką z surowych ziemniaków leczy się sińce, liszaje i wykwity skórne, także uczuleniowe.

Uporczywe swędzenie ciała, wysypki i podrażnienia skóry usunąć można kąpielami z dodatkiem krochmalu.

Czopki wystrugane z surowego ziemniaka leczą bolesne i krwawiące  hemoroidy.

Nie zastąpione właściwości lecznicze ma także sok z surowych ziemniaków. Już 1/2 szklanki soku wypijane systematycznie przez parę dni leczy stany zapalne śluzówki żołądka, usuwa nadkwaśność, bóle i pieczenie.  

Wrzodowcy cierpiący na owrzodzenie żołądka i dwunastnicy powinni kurację tę stosować dłużej i w zwiększonych porcjach, od 2 - 3 szklanek dziennie przez jeden miesiąc. Sok z surowych ziemniaków ma właściwości przeciw zapalne, można więc nim płukać jamę ustną i gardło.

Cierpiącym na kamicę nerkową doświadczeni terapeuci na pierwszym miejscu polecają wywar z obierzyn ziemniaków. Ma on zdolności kruszenia i rozpuszczania kamieni nerkowych. W zależności od potrzeb pije się go w ilościach od 2 do 3 szklanek dziennie. Kuracja trwa trzy tygodnie.


CHRZAN
Słusznie nazywany bywa słowiańskim żeń-szeniem. Jest naturalnym antybiotykiem i znajduje zastosowanie w leczeniu różnych schorzeń.
Zewnętrznie jest aplikowany chorym na reumatyzm. Świeży chrzan należy utrzeć i w postaci kompresu nałożyć na chore miejsce. kompresuje się, stopniowo przedłużając czas. Zaczynamy od 5 minut. Wrażliwą skórę przed okładem dobrze jest natrzeć oliwką. Można także stosować okład ze świeżych liści chrzanu, w tym celu należy je najpierw rozwałkować i dopiero wtedy przykładać do chorego miejsca.

Uzupełnieniem tej kuracji może być zimny wyciąg z chrzanu. Napój przygotowujemy z 3-4 dag świeżego chrzanu, zmiażdżonego lub tartego, zalewając go litrem przegotowanej zimnej wody. Po 10 godzinach napój pijemy po kilka łyków parokrotnie w ciągu dnia.

Chrzan jest również, lekiem odkażającym jamę ustną i dziąsła. Stosowano go już przed wiekami jako środek przeciw bólom zębów. O jego działaniu łatwo się przekonać, żując świeży lub suszony kawałek korzenia. Zapobiega to również krwawieniu dziąseł i parodontozie.

Chorym na serce stare zielniki polecają także noszenie na piersi woreczka wypełnionego paroma kawałkami chrzanu.

Jako dodatek do wędlin i kiełbas chrzan ułatwia trawienie. Jest żółciopędny. W lecznictwie naturalnym przygotowuje się też z niego syrop. Jeden lub dwa korzenie chrzanu utrzeć na tarce i zasypać paroma łyżeczkami cukru. Gdy puści sok, pić 2-3 łyżeczki dziennie.

Linki do tego posta:

niedziela, 5 sierpnia 2012

Bułeczki - kwiaty

Jakże wdzięczną nazwę mają te bułeczki czy też rosół ze "złotymi kropelkami" (Rosół ze "złotymi kropelkami"), o którym już wcześniej pisałam (prawda?), a to nic innego jak nasze najzwyklejsze bułeczki na parze. No może nie tak do końca najzwyklejsze :)
 Podaje się je na eleganckich przyjęciach do chińskich potraw z dużą ilością sosu lub do pieczonego mięsa i drobiu.

Bułeczki - kwiaty 
HUA CHUAN (Chiny) 
Składniki:
... 3 i 1/2 szklanki mąki, 1 łyżka drożdży, 1 i 1/4 szklanki ciepłej wody, 1 łyżka cukru, sól, olej jadalny.

Przygotowanie:
Drożdże rozetrzeć z cukrem, wlać 4 łyżki ciepłej wody, odstawić w ciepłe miejsce na 10 minut.

Wlać rozczyn (drożdży z wodą) do przesianej mąki (3 szklanki), powoli wlewać wodę mieszając, aż powstanie ciasto (jak na pierogi). Ciasto wyrabiać przez 7-8 min, podsypując resztą mąki, przykryć czystą ściereczką, odstawić na 2 godziny (powinno dwukrotnie zwiększyć objętość).

Ciasto wyłożyć na stolnicę posypaną mąką, podzielić na 2 części. Rozwałkować na cienkie placki (1/4 cm), posmarować olejem (2 łyżki) i posypać solą - 1/2 łyżeczki.

Dwa placki zlepić ze sobą (nasmarowana strona na nie nasmarowaną). Zwinąć w rulon jak roladę, ściąć końce. Rulon pokrajać na 5-centymetrowe kawałki. Każdy kawałek spłaszczyć po środku (patyczkiem lub trzonkiem łyżki drewnianej), gdyż powinny być lekko rozwarte. Odstawić, aby ponownie trochę wyrosły.

Garnek napełnić do połowy wodą, z wierzchu umocować 2-3 warstwy gazy, na której będzie się kładło bułeczki. Zagotować wodę. Kłaść po kilka bułeczek na gazę, przykryć miską, tak aby jak najmniej pary uchodziło, gotować wodę na dużym ogniu około 25 minut.
Źródło - "Przygoda kulinarna" - Katarzyna Pospieszyńska.    

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)