niedziela, 11 września 2011

Kminek zwyczajny

Jest jedną z najstarszych przypraw, używany był już w epoce brązu. W Azji był on uprawiany na długo przed erą chrześcijańską. Starożytni Grecy i Rzymianie dodawali go do ciężko strawnych potraw z fasoli i grochu oraz pieczonych jabłek. Dioskorydes zalecał kminek przeciw bólom żołądka, a w średniowieczu było w zwyczaju kończyć biesiady słodkimi cukierkami kminkowymi, ze względu na właściwości pobudzania wydzielania soków żołądkowych. W średniowieczu można go było znaleźć w każdym przyklasztornym ogrodzie. Wraz z anyżkiem, kolendrą i koprem, kminek służył do aromatyzowania konfitur. Kminek to niewielka roślina o pierzastych liściach, przypominająca nieco koper. Od maja do lipca obsypana jest biało-czerwonymi kwiatami. W kuchni wykorzystuje się jej owoce. Poprawiają one nie tylko smak potraw, ale również trawienie.

    

W sklepie                                                                                  

Nawet ze świecą nie znajdziemy zmielonych nasion kminku. Za to bez problemu kupimy całe nasiona zapakowane w papierową torebkę bądź szklany pojemnik. Radzę kupić te w słoiczku, bo potrawa dłużej zachowa aromat.

W kuchni                                                                                    Kminek zwyczajny jest popularny w kuchni europejskiej, a wręcz rekordowe jego ilości zużywają Niemcy i Żydzi. Niemcy piją likier kminkowy, zwany Kummel. Najczęściej stosuje się całe owoce, znacznie rzadziej rozgniecione. Ze względu na właściwości, szczególnie zalecany jako dodatek do potraw z tłustych mięs (zwłaszcza boczku), pieczonej gęsi, kaczek oraz grochu i fasoli. Nadaje także wspaniały smak kiszonej kapuście. Można go również dodać do wytrawnych ciasteczek. Używając kminku mielonego, trzeba go mleć bezpośrednio przed samym użyciem, bo zapach szybko się ulatnia. Źle łączy się z innymi przyprawami za wyjątkiem pieprzu i soli.

W lecznictwie                                                                         Chyba najbardziej doceniają go mamusie małych dzieci. Mamusiom pomnaża ilość pokarmu, a dzieci ratuje przed bólem brzuszka, gazami, nadmierną fermentacją itp. 5-10 gramów wysuszonych owocków kminku zalewa się litrem wrzącej wody i pije 3-5 razy dziennie (dorośli po szklance, dzieci po łyżeczce) przed posiłkiem.

Ciekawostki                                                                              
Dawniej wieśniacy karmili kminkiem swoje kury, gęsi, gołębie w celu uniknięcia ich zabłąkania. Niektórzy hodowcy gołębi do dziś umieszczają ciasto kminkowe w klatkach, celem trzymania stada w miejscu.
W V wieku n.e. w Persji, kminek ceniony był jako "twarda waluta", gdyż to właśnie woreczkami z owocami kminku płacono ... podatki.
W magii ludowej kminek był popularnym środkiem na uroki - noszono w tym celu woreczek z jego nasionami na piersi. Stawiano też przy kołyskach niemowląt garnki z naparem kminku, którego zapach miał być nie do zniesienia dla wszelkich demonów.

6 komentarzy:

  1. Nasion kopru nigdy nie używam i mimo licznych zalet nikt mnie do tego nie zmusi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ANNO już kiedyś o kminku rozmawiałyśmy i jak wiesz, ja jego nie cierpię też. Nie wiem, ale ten jego smak, jakoś nie odpowiada mi. Do kapusty też nie dodaję, chociaż powinno się ...

    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj mąż przywiózł z działki nasiona jałowca i gdy następnym razem będę pichcić bigos, na pewno dodam 4 ziarenka, bo chyba tyle mi poradziłaś. (Kminku na pewno nie dodam!)
    Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anno minimalnie możesz dodać 4 ziarenka, ale jeśli będziesz chciała, możesz i więcej. Zresztą, sama musisz wypraktykować ile ich dodać, bo to zależeć będzie ile tej kapusty będziesz gotowała. Powiedzmy tak, że ja na ok. kilo kapusty dodaję 4-6 ziaren nasion jałowca (zależy jeszcze jak duże te ziarna są). Sama musisz wypraktykować, jak najlepiej będzie Ci smakować.
    Praktyka, mistrzem czyni ...

    A co do kminku, to ja też ... fuj !

    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na razie moje ziarenka jałowca sobie podsychają, za to mój mąż przedwczoraj przywiózł trzy kilogramy aronii (zostało na gałęziach chyba jeszcze 10 kilogramów), zasypał je cukrem, bo będzie robił nalewkę według własnego pomysłu. Żadne internetowe przepisy mu się nie podobają.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. ANNO bardzo lubię aronię, ale taką w soku własnym. Osobiście na działce jej nie posiadam, ale sąsiadka mojej mamy co roku daje mi aronię w słoiczkach - już gotową.

    O jejku, naleweczka z aronii !! Powiedz mężowi, że się na nią piszę - koniecznie ...:)

    A jak już ją zrobi i wypróbuje, to proszę męża o przepis na nią. No i "masz babo placek", muszę teraz koniecznie zakupić aronię i posadzić ją na działce swej. Teraz nie będę mogła doczekać się, aż owoc mi da ...:))

    Pozdrawiam Cię i męża też ...
    Buźka.

    PS.
    Aniu dobrze, że sobie skopiowałam ten komentarzyk, gdy mąż mi powiedział - "nie pisz za dużo, bo znowu coś internet nawala". Coś ostatnio za często im nawala. Szczególnie jak ja mam dużo do napisania.

    OdpowiedzUsuń

Super, że tu jesteście - bardzo mnie to cieszy, a serce me - wyskoczyć chce! Z radości - oczywiście :)

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.

Obserwatorzy

Witam wszystkich i piszę jak się sprawy mają ...

" Żyje się tylko raz. A jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy ".
B.Franklin

... i to jest moje motto życiowe. A żyję, niech pomyślę ... o rany, to minęło już pół wieku, czyli jam wiekowa babcia!
Nie tylko jam wiekowa, ale i szczęśliwa babcia, bo mam dwoje wnucząt, które chcą żeby babcia coś dobrego do zjedzenia im zrobiła ... "u babci jest słodko, dom pachnie szarlotką" ...
Znakiem moim zodiakalnym jest Bliźniak, choć w życiu jestem jedynakiem.
Moi drodzy, myślę, że na tym blogu znajdziecie wiele ciekawych i interesujących rzeczy - przecież po to go założyłam, żeby dzielić się z Wami tym co wiem. Jednocześnie zaznaczam, że nie wszystko o czym tu napiszę, zostało przez mnie ugotowane, sprawdzone. Jeśli się zdecydujecie na jakąś potrawę, to na własne ryzyko - niestety.Ja staram się poddać pomysł, który sama prędzej czy później też wypraktykuję, i podzielę się z Wami moimi uwagami.Tak samo i wy możecie swoje uwagi wpisywać, będą mile widziane. WIĘC GOTUJMY RAZEM !!! Jak pożyję jeszcze z pół wieku, to może damy radę -:)